[Uwaga, ilustracje wyłącznie dla osób o mocnych nerwach - prawie bez wyjątku szaro, buro i ponuro,a w dodatku obmierźle!]
Niezastąpiona A., zwana także babcią Okrucha, przybyła z zapowiadaną odsieczą.
Podczas gdy Stasio pod czujnym okiem babci rozwijał elementarne zdolności matematyczne, my zgłębialiśmy tajniki wysublimowanej beztroski porządkowej poprzednich lokatorów numeru osiem.
Udało nam się odzyskać przestrzeń w (ha,ha)hallu.



Podczas tej, pieczołowicie przeprowadzanej, operacji naszym oczom ukazała się Maria Czubaszek.

Może i dobrze, że zgrabne komentarze na temat tego, na co przez lata spoglądała spomiędzy sosnowych sztachet, siłą rzeczy nie mogły zamienić się w fonię.
Kolejny etap - skuwanie tynku ze ściany pomiędzy sienią a chlewem, przebiegłby bez większych problemów, jednak pewien osobnik, usilnie proszony o to, by się obudził i opuścił rejon prac rozbiórkowych, ani myślał ocknąć się z przyjemnego hibernowania (a może udał się już do krainy wiecznych łowów, a my - zostawiając kawał tynku, którego usunięcie groziło osobistym kataklizmem owemu jegomościowi - zachowaliśmy się co najmniej naiwnie?).


Rozpoczęliśmy także usuwanie (szczerze przez nas znienawidzonego) smołowanego papieru, którym uszczelniono stropy.

Ponieważ podłogi obłożone były dla odmiany linoleum, po zdarciu "pergaminu" naszym oczom ukazała się ni mniej ni więcej, tylko materiał do utylizacji:
Największą zmorą, jaka nękała naszą wyobraźnię, była likwidacja szamba. Coś nas podkusiło, by dźwignąć płyty, po których wszyscy stukali obcasikami i - słysząc głuche dudnienie - ogłaszali -"a tu jest szambo". Ku naszej ogromnej radości i monstrualnemu niesmakowi okazało się, że niekoniecznie...

Skąd radość, nie trzeba chyba mówić. Niesmak natomiast jest wynikiem dopuszczenia do świadomości faktu, że instalacja sanitarna, prowadząca od rozmontowanej właśnie "łazienki" kierowała się ku "tajemniczemu dołowi", który wydawał nam się ex-szambem lub piwniczką,

by następie radośnie umykać na pole.
Bilans wychodzi oczywiście na plus - wiemy, jak wygląda zmora oraz że problemów rozbiórkowych będzie znacznie mniej, niż podpowiadała nam wyobraźnia.
Tura popołudniowa objęła kopanie prowizorycznego i tymczasowego odwodnienia* fragmentu ścian (nie ma to jak prace melioracyjne z chłodzeniem organizmu, w postaci śniegu z deszczem, w gratisie) oraz porządki na pięterku.

A w finale kolejnego etapu dostaliśmy nagrodę:


Musimy dopieścić ją sporą dawką opium dla kołatków.
Ktoś wie, czym zabezpieczyć etykietę?
--
*prowizoryczne, tymczasowe odwodnienie - dziura