Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

piątek, 13 kwietnia 2018

Walczymy!

Ostatnio zajmujemy się nieustającą i zawziętą walką. Efekty są.
Mocy na opisanie szczegółów aktualnie brak.



Ważne!

Dwie Miłe Osoby dostarczyły nam pewnej niedzieli obiad.
Dzień był wyzwaniem, znakomity obiad w Towarzystwie uratował nam ducha.

Pewien Sympatyczny Człowiek wsparł nas w zamieszaniu przesyłkowa - transportowym.
Uratował  nam sprawę z wleczonymi przez pół (a nawet trochę więcej) Polski drzwiami.

P. ogarnął transport, dzięki czemu w ogóle mogliśmy zacząć marzyć o wyżej wymienionych drzwiach.

Babcia Okrucha i Małej Kozy przybyła z odsieczą. Uratowała nam tydzień.


Wygląda na to, że nie jesteśmy odosobnieni w realizacji wyzwania :)

piątek, 23 lutego 2018

100 dni

Przechytrzyliśmy samych siebie pozbywając się spółdzielczego lokum i z końcem maja nie będziemy już mieli gdzie mieszkać (przynajmniej w Mirsku) - wbrew pozorom jest to powód do ogromnej radości.

Mamy też nowego, głównego wykonawcę - wcześniej zdarzyło mu się ułożyć kafelki, jest jednak niezwykle utalentowany i mimo (coraz bardziej) siarczystych mrozów z gracją konstruuje sufity i wyznacza ściany działowe, niecierpliwie czekając na ocieplenie. Stawia się na budowie skoro świt, a wieczorem dogląda posesji. Tani, dokładny, sympatyczny i staranny - nie ucieknie, nie przeklnie i nie będziemy mieli do niego pretensji, zatrudniliśmy go bowiem w myśl idei "jeżeli chcesz mieć coś zrobione dobrze, zrób to sam".

Na rozgrzewkę wykonał piękne okna foliowe, które (mimo swej tymczasowości) dodają Staruszkowi domowego uroku.



Niemałą osłodą w czasach desperacji jest dla nas ekipa instalatorów.
Są na świecie rzeczy, których jednak postanowiliśmy się nie uczyć na własnych błędach.




środa, 31 stycznia 2018

Przygotowania.


Przygotowania do nowego sezonu idą pełną parą, zwłaszcza, że gdyby nie porywisty wiatr, można by rzec, że pogoda im sprzyja. Jesteśmy jednak zdeterminowani, więc mimo oporu mas powietrza - działamy.
Wstawiliśmy nawet okna z folii, żeby nam fachowcy nadmiernie nie pomarzli. Przy okazji dowiedzieliśmy się, dlaczego przez prawie 10 lat przetrzymywaliśmy pewną starą, wielce gustowną zasłonkę prysznicową, podczas gdy (zapewne) dziesiątki innych innych, równie niezbędnych rzeczy pofrunęły na śmietnik historii.



Czyż nie pięknie? A że trochę przykrótko... no nie można mieć wszystkiego!

***

Na okna właściwe czekamy. Na umówione rozpoczęcie prac też czekamy (jeszcze się nam nie zdarzyło, żeby pierwszy termin rozpoczęcia jakichkolwiek robót był tym ostatecznym). Organizujemy materiał i garściami wybieramy z ziemi i gruzu gwoździe i wkręty wszelkiej maści pozostałe po konstruowaniu dachu.

***

Ziemia za domem zaczęła rodzić urocze, maleńkie, stare buteleczki (dokładniej rzecz ujmując - jedną całą i jedno dno, ale -zapewne wobec braku nadmiernej ilości wcześniejszych spektakularnych znalezisk - i to nas uszczęśliwia.)

***

Dzieciaki też się angażują!




***

W międzyczasie odrabiamy zaległości w zwiedzaniu okolicy. Temperatura u Hauptmanna (z braku pieniędzy na ogrzanie tej landary) prawie taka sama, jak na budowie, na szczęście jednak dom, który zbudował w rok (!) zawiera schody umożliwiające rozgrzewkę.



Generalnie - jest moc!
Przeprowadzka przed dziewiątą rocznicą wejścia w układ ze Staruszkiem jest absolutnie możliwa.

piątek, 5 stycznia 2018

Trzeba by.


Nosimy się z zamiarem. Krążymy wokół tematu i bardzo unikamy wypowiedzenia na głos, że jednak trzeba by. Tak to trwa i trwa, tu się pojedzie, tam puzzle ułoży, zje coś, pośpi, poczyta, a tymczasem należałoby się zabrać, zmobilizować, wziąć byka za rogi i zakasać rękawy, wykrzesać upór i ruszyć z miejsca.

I oto nadchodzi TEN DZIEŃ  (czyli dzisiaj), wspaniały dzień przełomu w posezonowym marazmie.

Upominamy się więc o fakturę zaliczkową na okna, sprzątamy (nawet dzieciaki dorwały się do mioteł, z entuzjazmem) mieszkanie (nasz wentyl bezpieczeństwa i źródło braku budowlanego przymusu), by pozbyć się go czym prędzej w drodze zbycia.

Musimy przechytrzyć siebie samych, bo trudno osiem lat płynąć wyłącznie na fali młodzieńczego entuzjazmu, który się nieco zestarzał - widmo braku dachu nad głową powinno działać mobilizująco.

Także ten, w 2018, życzymy Wam (i sobie) wielgachnej werwy (i parapetówki w Kłopotnicy)!

P.s.Wznowiliśmy podróże po regionie. Na pierwszy ogień poszedł dawno nieodwiedzany Lubomierz, w ramach zajęć filmoznawczych, po obejrzeniu wiadomej produkcji, choć szary, bury i ponury, wzbudził nawet odrobinę entuzjazmu u Potomstwa ("to było w filmie!").