Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

środa, 16 kwietnia 2014

One step beyond, czyli podróże w czasie.

Zdobyliśmy dziennik budowy.


Złożyliśmy ZAWIADOMIENIE O TERMINIE ROZPOCZĘCIA ROBÓT BUDOWLANYCH.


















Zaplanowaliśmy termin zakończenia prac.



















Znaleźliśmy także potwierdzenie teorii o możliwościach podróżowania w czasie.














Na deser - wypełniliśmy TABLICĘ INFORMACYJNĄ, którą zawdzięczamy Śledzibowcom.
















A następnie zadaliśmy sobie jedno "zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie" - Po co?

:)

sobota, 12 kwietnia 2014

Kwestia wiary.

Szybko pogodziliśmy się z kolejnym falstartem. W zasadzie - przyjęliśmy z pewną ulgą wiadomość, że, jak mawiał słynny przez moment Kononowicz, niczego nie będzie. Rozmarzyliśmy się na temat stadnych akcji rozbiórkowych za wino i chleb (czytaj: spirytus i kiełbasę) i zaczęliśmy się w tej kwestii nawet jakby organizować. Ochotnicy zgłosili się w zasadzie niepytani. Tylko, że tak, no dzisiaj nie możemy, bo stadnie robimy ruskie, czy coś, w Mlądzu, za tydzień nie bardzo, bo wiadomo co, następnie w perspektywie mamy liczne (dwa) wesela i kilka wizytacji, jakieś spotkanie po latach i nagle zrobi się lipiec.

Zawsze jednak można zacząć. Zacząć od końca. Od gromadzenia elementów wyposażenia wnętrz, znaczy się. Wczoraj na przykład u księgowej znalazły nas drzwi (niektóre z przeznaczeniem na drzwi, inne na ławy ze skrzyniami w siedziskach, podpatrzone, przyznajemy się bez bicia, w Ptasim Radio w Poznaniu). Z kolei, gdy odstawiliśmy oddaną nam pod opiekę T. do domu, zostaliśmy uraczeni przez jej ojca, a naszego niezastąpionego kompana youtubowych nasiadówek, kinowymi "WEJŚCIEM" i "WYJŚCIEM". Nie marzyliśmy o tym nawet w najśmielszych snach!

Wierzymy, że to dobry omen.
Z pewnością tej ciągnącej się jak flaki z olejem sytuacji przyświeca jakiś wyższy cel. Wydaje nam się, że jest on dość przyziemny, ale dżentelmeni podobno o tym nie rozmawiają.

środa, 9 kwietnia 2014

Nie da się ukryć.

Nie da się ukryć, że znajomości zawarte przy okazji (nie)budowy bywają bardzo intratne.
Nasza wdzięczność wobec licznych czytelników niniejszych wypocin (i nie tylko) jest wprost nieograniczona. Mamy nadzieję, że uda nam się kiedyś zrewanżować. (Jakieś propozycje?)
Póki co...podczas gdy nikt się nie spodziewał, zostaliśmy obarczeni kolejnym długiem wdzięczności.
No bo, sami powiedzcie, najpierw się człowiek gapi na zamglone góry  z ciepłego zbiornika wodnego, a później takie coś wyjmuje z lodówki!



Czyż to nie piękne?
Dobry dzień wnet staje się doskonały.

wtorek, 8 kwietnia 2014

Są na tym świecie rzeczy, które nie śniły się filozofom.


Czasami rzeczy, miejsca i ludzie są zupełnie inni, niż się wydają. Ale banał, co nie?
Na szczęście często, a nawet na ogół, jest o wiele ciekawiej, milej i bardziej ekstremalnie (atrakcyjniej) niż by się człowiek spodziewał. (Zaryzykowalibyśmy nawet stwierdzenie, że zawsze, ale jakoś nasza skłonność do ryzyka nie obejmuje szafowania takimi mocnymi słowami. No, może RACZEJ nie obejmuje.) 

Yyy...

Po tym przydługim, ambitnym i refleksyjnym wstępie (który wbrew pozorom zupełnie jednoznacznie podsumowuje miniony tydzień pełen radości i rozczarowań, i- znowu - radości) przejdziemy możne do sedna, czyli zwyczajnej, pamiętnikowej relacji.

***

Każdy przyzwoity posiadacz rudery przegląda chyba ogłoszenia o nieruchomościach.
Nie każdy? No, to może przynajmniej większość.
Też to robimy.
Ciągle. Nieustająco. Wytrwale. Zupełnie po nic.

Zdarza się, że takie ogłoszenie pchnie nas w stronę snucia planów, o których raczej wiemy, że nie zostaną zrealizowane. No ale co nam szkodzi? Co nam szkodzi skoczyć do nieczynnej już niestety szkoły i przyjrzeć się jej życzliwym okiem?


Dostrzec rzeczy, które nie śniły się filozofom.


Przyjąć do wiadomości kilka objawionych prawd.

A następnie udać się do Gajówki, która swoim klimatem rozłoży całe (no, może za wyjątkiem pięcioletniej T.) towarzystwo na łopatki.






Czasami, kiedy nie wiadomo, o chodzi, po prostu nie wiadomo, o chodzi.


***
Poza tym spędziliśmy sporo czasu z mnóstwem życzliwych nam osób, które załatwiły nam bardzo atrakcyjne zakupy, podjęły wraz z nami jakąś taką nihilistyczną refleksję remontową, zjadły pizzę po ekstremalnym powitaniu wiosny w przedszkolu i wykończyły nas skrajnie intensywnym weekendem.
O Ludzie!




wtorek, 1 kwietnia 2014

Mrożący krew w żyłach zwrot akcji.

Chyba mieliśmy coś zacząć.

Od razu zaznaczmy, że nie ma tego złego i znaleźliśmy przynajmniej milion plusów zaistniałej sytuacji. Sytuacji, jakby to ująć...no jakby to ująć? Może jako nieporozumienie? Ujmijmy więc jako nieporozumienie fakt, że dzwonimy zadowoleni z wykonania misji skserowania projektu do naszych wykonawców, by się z nimi umówić na przekazanie kopii tego wiekopomnego dzieła i okazuje się, że tak jakby nie mamy wykonawców. To znaczy, może mamy, a może nie mamy. Może dowiemy się za dwa tygodnie. (A może się nie dowiemy?)

A może sami zakaszemy rękawy? (Rozebranie domu nie może być takie trudne.)

Tymczasem gdzieś między Szyszkową a Mirskiem jest ładnie.