Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

poniedziałek, 24 lipca 2017

Urlop.

Jak już wspominaliśmy,obstajemy przy poglądzie, że nie dla "inwestora" wczasy.
Z jednej strony budowa może podryfować w zaskakującym kierunku nawet w ciągu jednego dnia, z drugiej dzisiaj się słyszy "do niczego nie jesteście nam tu potrzebni", a jutro "przywieźcie nam teraz kotwy chemiczne i pręty gwintowane, a te deski musicie sobie ułożyć, bo spleśnieją".
Jako zupełnie zbędni i totalnie niepotrzebni na własnej budowie, przezornie organizujemy sobie jedynie krótkie wypady (niekiedy) połączone z podziwianiem tego, co się komuś udało wykrzesać z rudery.


Prace nad dachem stanęły - panowie T. i K., wykonawcy, musieli udać się na urlop.
Tymczasem my posłusznie ułożyliśmy tarcicę i odebraliśmy długo wyczekiwane sto wierteł.
Poniekąd cieszymy się z budowlanego przestoju - jesteśmy tydzień do przodu z wierceniem (czyli zamiast na minus, wyszliśmy na zero, jeżeli brać pod uwagę czas czekania na wspomniane wiertła).

Podjęliśmy ponownie temat ilości dachówek, które powinny mieć dziurki. Efekt rozmów nas obezwładnił - pan T. orzekł, że należy przewiercić wszystkie, pan K., że połowa może by wystarczyła.
Powiercimy - zobaczymy.

wtorek, 18 lipca 2017

Jeszcze troszkę.

Nadal dziurkujemy dachówki. Wcześnie rano (przed pracą) i po południu (po pracy).
Czekamy także na zamówione w Casto wiertła, potrzebnych nam jest ich (jedynie...) ponad sto.

Dachówki (od Sturmów z Freiwaldau) występują  w odmianach miłej i niemiłej.
Niemiłych jest więcej, przewiercenie jednej potrafi zająć nawet kilka minut. W miłe wiertło (JCB 5 mm, do betonu - gdyby ktoś chciał zapytać - najlepsze z przetestowanych, choć szczęśliwe - wcale nie najdroższe) wchodzi jak w masełko.



Walczymy zawzięcie, jednak jeszcze troszkę zostało nam do przewiercenia.























niedziela, 16 lipca 2017

Inwestor drugiej kategorii.

Inwestor (hahaha) drugiej kategorii musi czasami radzić sobie sam. Brakuje dla niego mocy przerobowych, potrzebnych akurat i - w zasadzie - nieustająco - u inwestorów (tu już bez kpiącego śmiechu) pierwszej kategorii, zakasuje więc rękawy i konstruuje przyrząd do odmierzania odległości w dachówce wraz ze stołem wiertniczym.




Inwestor drugiej kategorii miał kilka lat temu wizję własnoręcznego postawienia domu na nogi, toteż nie może narzekać, a jedynie cieszyć się, że będzie mógł używać sformułowania "odbudowaliśmy dom" trochę mniej przekłamując rzeczywistość.

Istotne jest to, że inwestorzy drugiej kategorii mają niezastąpionych sojuszników, którzy na przykład przerobili już wiercenie w dachówkach i mogą pożyczyć fajną wiertarkę, albo lubią słuchać płyt z samochodowego głośnika szczególnie na wsi, wykonując przy okazji jakieś pożyteczne (dla inwestorów) zajęcia. Z takim zapleczem ludzkiej życzliwości przystąpić więc może inwestor drugiej kategorii do wiercenia 13 000 otworów w 13 000 dachówek i chociaż pierwsze starcie kończy się wynikiem 115 - 12 885 (dla dachówki), inwestor drugiej kategorii śmiało budzi się rano i po zarobieniu ciasta na chleb z otwartą przyłbicą wraca do pojedynku.



P.s.Informacja dla fanów robót ciesielskich - póki co nadal trwa struganie (dwanaście wiader trocin przydało się w ogródku, a sporo nadal jest do pozyskania) - panów miało być czterech, ale jakoś tak wyszło, że tych dwóch nie ma, jeżeli nie zacznie padać, to w połowie tygodnia...zacznie się poprawianie źle umocowanych w wieńcu szpileczek... no właśnie. Możemy jednak zapewnić, że gdy nastaną TE DNI, będziemy focić bez opamiętania!

czwartek, 13 lipca 2017

Dach - start.


Niby nic, ale!
Wczoraj ruszyły prace nad więźbą, poprzedzone wesołymi rozmowami z mistrzami ciętej riposty (i ciesielstwa - mamy nadzieję).
Szczotkowanie belek, jako niewiarygodne wewnątrz, sobie odpuściliśmy.
Postawiliśmy na struganie, żeby jakoś to się dało odkurzać:)


niedziela, 9 lipca 2017

Trzy ekipy.

Pierwsza ekipa od kilku dni opróżnia naszą posesję z przedmiotów, które w większości należą do K., wykonawcy z gatunku uciekających z budowy. Łupem włamywaczy padły także nasza kosa i przedłużacz - zostawialiśmy je w domu z premedytacją, gdyż, choć służyły nam od lat, nie darzyliśmy ich zbyt ciepłymi uczuciami. Zdecydowanie gorzej ma K.

Druga ekipa - WCHODZI WE WTOREK! Będzie dach! Jupiii!

Trzecia ekipa jest najfajniejsza i dość liczna :)