Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

wtorek, 29 maja 2018

To uczucie...



...kiedy człowiek widzi już w świetle rury pierwszą kroplę wody, która ma za kilka dni popłynąć z kranu i zastąpić wiadra, węże i butelki, a następnie spogląda w (szczęśliwie pozostawioną w ziemi) dziurę i widzi, że spod domu wypływa woda, która powinna doń wpływać, jest tak bardzo naturalne, jeżeli chodzi o (nie)budowanie, że już prawie nie wyprowadziło nas z równowagi.
Węże, wiadra i butelki nie są tak złe, jak brak wody, cieszymy się więc co rusz wybiegając z naszego Domu Bez Klamek (bo tak w tej chwili się prezentuje) by napełnić jakiś pojemnik u źródła.





Po serii bardzo zimnych nocy nastąpiła sporo spóźniona dostawa kominka, doskwierało nam więc już tylko nadmierne ciepło podczas jego testowania.

Mamy na czym ugotować i w ogóle.
A jutro skończymy się (a dokładniej rzecz ujmując - swój dobytek) przeprowadzać.

Także ten, HIP, HIP, HURRA!
Po prawie dziewięciu latach numer 8 przyjął nas pod swój dach!

piątek, 27 kwietnia 2018

Właściwie to nie dzieje się nic ;)

W gruncie rzeczy minione tygodnie nie przyniosły wiele nowego.

Mamy sporo rur i przewodów pod sporą warstwą styropianu, dzisiaj miało to wszystko zostać pięknie ukryte pod betonem, ale jakoś się tak zrobiło, że się nie zrobi, bo generalnie na budowie nie ma tak, że rzeczy dzieją się zgodnie z ustaleniami czy planami. Na budowie bardzo, bardzo często nie wiadomo, o co właściwie chodzi.

Sprawy, za które odpowiadamy sami, idą w dobrym kierunku. Okruch nauczył się operować siekierą i kosiarką. Lubi to.
Skrawki ziemi nieprzygniecione budowlanym śmieciem obsadzone.

Mamy też coś ładnego i skończonego! W środku nie wieje i nie pada.



Raczej będziemy mieszkać na łasce prądu budowlanego, wody z węża i bardzo dobrze zorganizowanej firmy dystrybuującej toalety przenośne. Nie martwi to nas jednak wcale. Po prostu cieszymy się, że przed upływem lat dziewięciu (licząc od pewnego pamiętnego dnia) uda nam się przeprowadzić!



P.s. I znowu dostaliśmy obiad od Ludzi Dobrej Woli, którzy na dodatek super gotują :D

piątek, 13 kwietnia 2018

Walczymy!

Ostatnio zajmujemy się nieustającą i zawziętą walką. Efekty są.
Mocy na opisanie szczegółów aktualnie brak.



Ważne!

Dwie Miłe Osoby dostarczyły nam pewnej niedzieli obiad.
Dzień był wyzwaniem, znakomity obiad w Towarzystwie uratował nam ducha.

Pewien Sympatyczny Człowiek wsparł nas w zamieszaniu przesyłkowa - transportowym.
Uratował  nam sprawę z wleczonymi przez pół (a nawet trochę więcej) Polski drzwiami.

P. ogarnął transport, dzięki czemu w ogóle mogliśmy zacząć marzyć o wyżej wymienionych drzwiach.

Babcia Okrucha i Małej Kozy przybyła z odsieczą. Uratowała nam tydzień.


Wygląda na to, że nie jesteśmy odosobnieni w realizacji wyzwania :)

piątek, 23 lutego 2018

100 dni

Przechytrzyliśmy samych siebie pozbywając się spółdzielczego lokum i z końcem maja nie będziemy już mieli gdzie mieszkać (przynajmniej w Mirsku) - wbrew pozorom jest to powód do ogromnej radości.

Mamy też nowego, głównego wykonawcę - wcześniej zdarzyło mu się ułożyć kafelki, jest jednak niezwykle utalentowany i mimo (coraz bardziej) siarczystych mrozów z gracją konstruuje sufity i wyznacza ściany działowe, niecierpliwie czekając na ocieplenie. Stawia się na budowie skoro świt, a wieczorem dogląda posesji. Tani, dokładny, sympatyczny i staranny - nie ucieknie, nie przeklnie i nie będziemy mieli do niego pretensji, zatrudniliśmy go bowiem w myśl idei "jeżeli chcesz mieć coś zrobione dobrze, zrób to sam".

Na rozgrzewkę wykonał piękne okna foliowe, które (mimo swej tymczasowości) dodają Staruszkowi domowego uroku.



Niemałą osłodą w czasach desperacji jest dla nas ekipa instalatorów.
Są na świecie rzeczy, których jednak postanowiliśmy się nie uczyć na własnych błędach.




środa, 31 stycznia 2018

Przygotowania.


Przygotowania do nowego sezonu idą pełną parą, zwłaszcza, że gdyby nie porywisty wiatr, można by rzec, że pogoda im sprzyja. Jesteśmy jednak zdeterminowani, więc mimo oporu mas powietrza - działamy.
Wstawiliśmy nawet okna z folii, żeby nam fachowcy nadmiernie nie pomarzli. Przy okazji dowiedzieliśmy się, dlaczego przez prawie 10 lat przetrzymywaliśmy pewną starą, wielce gustowną zasłonkę prysznicową, podczas gdy (zapewne) dziesiątki innych innych, równie niezbędnych rzeczy pofrunęły na śmietnik historii.



Czyż nie pięknie? A że trochę przykrótko... no nie można mieć wszystkiego!

***

Na okna właściwe czekamy. Na umówione rozpoczęcie prac też czekamy (jeszcze się nam nie zdarzyło, żeby pierwszy termin rozpoczęcia jakichkolwiek robót był tym ostatecznym). Organizujemy materiał i garściami wybieramy z ziemi i gruzu gwoździe i wkręty wszelkiej maści pozostałe po konstruowaniu dachu.

***

Ziemia za domem zaczęła rodzić urocze, maleńkie, stare buteleczki (dokładniej rzecz ujmując - jedną całą i jedno dno, ale -zapewne wobec braku nadmiernej ilości wcześniejszych spektakularnych znalezisk - i to nas uszczęśliwia.)

***

Dzieciaki też się angażują!




***

W międzyczasie odrabiamy zaległości w zwiedzaniu okolicy. Temperatura u Hauptmanna (z braku pieniędzy na ogrzanie tej landary) prawie taka sama, jak na budowie, na szczęście jednak dom, który zbudował w rok (!) zawiera schody umożliwiające rozgrzewkę.



Generalnie - jest moc!
Przeprowadzka przed dziewiątą rocznicą wejścia w układ ze Staruszkiem jest absolutnie możliwa.