Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

środa, 6 marca 2019

Najwyższy czas.

Chciałoby się wreszcie usiąść i nacieszyć tym wszystkim, ale żeby to zrobić, wypadałoby chyba najpierw skończyć.
No to postanowiliśmy skończyć - bo ile można! - w ciągu dwóch lat.
Idzie nam zupełnie dobrze - mamy już fotel,



mamy trochę tynku w jednym z pokoi gościnnych.


Ogarnęliśmy się do tego stopnia, że nr 8 dostał nawet nową tożsamość  i swój kącik i na pewnym popularnym portalu społecznościowym.

No to co? Czas do grabi i pac.

sobota, 26 stycznia 2019

Odlot, czyli duża rzecz i cieszy.


Wczoraj nastąpił demontaż Pomnika Głupoty (swego czasu daliśmy sobie wmówić, że te piękne, betonowe kręgi, uczynią nasze życie cudownym i prostym, a gdy okazało się, że w ogóle nie da się u nas tego zamontować, no cóż...).
Stał sobie i zupełnie nas nie cieszył.



Znalazł się jednak ktoś, kto odczaruje jego złą karmę!


Pełni szczęścia pomachaliśmy temu pomniku na do widzenia, uznając to spektakularne wydarzenie za remontowego bohatera tygodnia. Dzieciom też ogromnie się podobało.

czwartek, 17 stycznia 2019

Może wydawać się to dziwne.


Zauważyliśmy, że nasze plany względem Staruszka przejrzyste i oczywiste są chyba tylko dla nas, jeżeli więc komuś dziwacznym wyda się pomysł konstruowania szachulcowej ściany na stojącym już, (stety i niestety) poniekąd  nowym budynku, niech po prostu nacieszy się perfekcją, z jaką ta idea została zrealizowana.

My się cieszymy, będąc jednocześnie zaskoczonymi, jak bardzo ten zabieg zmienił dom.


Tak, tak, zauważyliśmy, że otwory na okna trochę nie pasują, nauczyliśmy się jednak, że to jest budowa, tu zawsze coś musi trochę nie pasować!

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Wczoraj wzięliśmy się za remont.

No tak, tak - taka prawda, są przestoje, czasem przydługie, bo może by kawę najpierw, a może serial, domowy konkurs na czytelnika roku, jakieś "dzisiaj mi się nie chce" i "może jutro", sporo gości (cóż możemy poradzić na to, że lubimy!) , pieczenie chleba i montowanie pająków.







Skoro już się tu mieszka, to trzeba też trochę żyć, iść na spacer.




Wcześniej jeszcze się człowiek przekonuje, że jednak pomysł wożenia starszego Okrucha do szkoły w Mirsku, podczas gdy za oknem codziennie śmiga autobus do innej (okazuje się - zupełnie cudownej) placówki opiekuńczo  wychowawczej (do której z resztą już uczęszcza Mała Koza), jest nieco chybiony, no to trzeba naprawić, załatwić, godziny uciekają, a potem jest wieczór i znowu ten serial, albo kartkówka z matematyki nazajutrz.

***

Są też inne okoliczności nie dodające skrzydeł (tak zwany "ale suchar") , które przemilczymy w nadziei na ich szybkie przeminięcie.

***

Nie jest jednak tak, że nie dzieje się nic.

Doczekaliśmy się cudownej (zawsze tak mówimy, ale tym razem opinia pozostanie z nami do końca) ekipy szachulcowej, która podnosi nas na duchu, przywracając właściwy charakter temu domu.



Wczoraj wznowiliśmy własne działania remontowe, tymi rękoma, przeleczonymi już z budowlanego łokcia tenisisty: tynki i gładzie. Tak trudno się zdecydować, za co się zabrać, stawiamy więc na praktyczny system doboru zajęć - "o tu, powiesimy te piękne wycinanki przekazane nam przez Miłych Sąsiadów, wykończmy więc tę ścianę".

***
Wypada też odnotować, że tylko raz, przedwczoraj, kapało nam z sufitu - ale, że nie na głowę, tylko do kuchennego zlewu, to się w sumie nie liczy!