Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

czwartek, 13 maja 2010

Gierczyn.

Niby nic. Niby mały. Szkoły nie ma, dzieciaki do Krobicy jeżdżą. Ale za zakrętem, tym w lewo przed kościołem i tym w prawo przy sklepie, ciągnie się ulicówka z licznymi drożynami wgłąb. Gdzieś tam nawet o znakowany szlak się można potknąć. A przy samym wjeździe, jeśli się jedzie od Rębiszowa, cmentarz. Niemiecki.

W lewo:




W prawo:


U wylotu na Rębiszów i Kłopotnicę:

2 komentarze:

  1. oj... widziałam chyba czterolistną! no chyba że to szczawik zajęczy... tak czy owak malowniczo i baaardzo spokojnie....

    OdpowiedzUsuń
  2. A jak wpadniesz na pomysł i za przystankiem skręcisz w prawo ( w stronę J.G) , w górę, to dojdzeisz do poniemieckiego pałącyku i mojej zielonej chatki.

    OdpowiedzUsuń