Zrobiliśmy to! Znowu.
W trzy minuty sfotografowaliśmy przedstawicieli wszystkich detali, które zostają.
(Jeżeli jakiś śmiałek chce odnaleźć ich więcej, zapraszamy. Jesteśmy wszak laikami i mogliśmy coś przeoczyć,a wcale byśmy tego nie chcieli.)
Nie damy pogrześć:
drewnianego portalu,


okienka piwnicznego - choć projektowana kuchnia, której będzie służyło, pogrąży się w mrokach średniowiecza,

gospodarczych otworów okiennych,

szachownicy - zupełnie jeszcze nie wiemy, czy sprzeniewierzmy się historii i zostawimy cegłę nieotynkowaną (ze względu na jakieś tam decorum czy coś - czyli grę tej gołej (starej) cegły z podłużnymi świetlikami na piętrze), czy też sprzeniewierzymy się projektowi i położymy w końcu tynk - jedno jest pewne - każda beleczka, która da się odratować, będzie odratowana...mamy na to kuuupę czasu.


Ze względu na prawo budowlane pogrzebiemy natomiast strop stajni (cegła trafi jako wypełnienie pruskiego muru, bo glina&trzcina opuszczą piastowane od dwustu lat stanowisko), zwanej zgodnie z jej obecnych stanem chlewem. Pomachamy na dowiedzenia także półkolistemu sklepieniu piwniczki(kamień pofrunie na ogrodzenie).
Prawo budowlane powiedziało (generalnie)- dwa i pół metra. Spasowaliśmy.
Diabeł tkwi w szczegółach. Nawiązanie (nie mylić ze stylizacją!), wariacja na temat, komentarz do - po dwóch latach niebudowy możemy stwierdzić, że tym razem chcemy zrobić coś takiego. Ostatnio jesteśmy nawet przekonani, choć bywało różnie...
Tradycyjnie - dla poprawy własnego samopoczucia - operację nazywamy odzyskiwaniem praktycznej przestrzeni w starych murach. Czy jakoś tak.