Zdarza się nam mieć wyczucie czasu.
Podczas naszej wczorajszej zabawy w działkowców przyjechała ekipa od wymiany brzydkich rzeczy.
Przeprosili nas za koleiny i z zapałem je zakopywali.

Zaznaczyli także, że musieli wykonać (tutaj nastąpił wyrażający politowanie rzut oka na dom ) nikomu chyba niepotrzebną robotę i stąd te zniszczenia (przeoranie łąki). Nie wspomnieli o porzucaniu opakowań po wiktuałach.
Jak przystało na ludzi, którzy mają tyyyle roboty, że nie wiedzą, w co ręce włożyć, zajęliśmy się pilną pracą. Skopaliśmy ziemię pod malwy. (Przecież nie będziemy czekali na pozwolenie na budowę z założonymi rękami!)
Okazało się, że zdarza się nam mieć wyczucie miejsca.
Zamiast kawałka grządki mamy obecnie wyrwę w ziemi.
Zamiast przyszłego szpaleru malw mamy to:

Obstawiamy drenaż, czy coś(no bo przecież nie romantyczną kaskadę). Chyba, że matka natura z nas zakpiła.