Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

środa, 5 stycznia 2011

Ufff

Otrzymaliśmy wreszcie szczegóły koncepcji (tej samej, którą zatwierdziliśmy w lipcu).



(Czy my w ogóle chcemy jakąś altanę i taras?)

Co do warunków zabudowy...gmina ma omamy. Zastanawiają się, czy zbudowali kanalizację, na którą nawet nie zdobyli środków. D., architekt, musiał odpowiadać na wołające o pomstę do nieba pismo, zawierające pytanie, czy mamy zamiar podłączyć się do kanalizacji, której nie ma, co przy okazji spowodowało konieczność wymiany korespondencji z ZGKiM.
Ta zabawa zajęła cały grudzień.
Chyba oznacza to, że na warunki poczekamy jeszcze dłużej.

Wiemy przynajmniej z pewnego źródła - ZGKiM (co oczywiście bardzo nas zaskakuje), że "nie ma możliwości podłączenia nieruchomości do sieci wodno-kanalizacyjnej z uwagi na jej brak".

wtorek, 4 stycznia 2011

Przyszła retrospekcja.

Tamtej zimy było dużo, dużo śniegu. Dach panoszył się po całej okolicy. I nastroje bywały ambiwalentne.









Pewnie w końcu tak to będziemy wspominać.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Postanowienie noworoczne.

Koniec z cierpliwością.

Błagamy, niech nam przyświeca kultura i obojętność, ale ta druga w stopniu umiarkowanym, pozwalającym na zupełnie niepodprogowe sugestie (znaczy się - mówienie prosto z mostu).

(Czekamy na sądnego mejla od D., architekta.)

Następnym razem, czyli śnieg w dom i inne frustracje.

Następnym razem, kiedy uda nam się zwabić jakiś oddział opiekunek, robimy z tym porządek.(Śnieg z parteru eksmitujemy na dniach, jest go na szczęście niewiele.)








Ku swej rozpaczy (krótkotrwałej) znaleźliśmy strop uszczelniony tapczanem. Pomysłowość ludzka nie zna granic.

***

Ostatecznie jednak zawsze osiągamy JAKIŚ cel...


(Co prawda mieliśmy oglądać pałac w Giebułtowie, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.)

niedziela, 2 stycznia 2011

Przez płot.

Było godnie.


W Nowy Rok trochę się zmartwiliśmy, że dach postanowił się dalej rozpadać...



...ale w ramach rekompensaty za straty moralne, podstępnie wykorzystując K., M. i M. ulepiliśmy sobie stróża.





W domu leży śnieg, do obejścia wchodzi się przez płot...Jednym słowem, jest ekstra, ale o tym może następnym razem.

P.s.Łopata na pace jest potrzebna także wówczas, kiedy wpada się w zaspę, unikając jednocześnie zderzenia ze zbyt szybko jadącym samochodem. Można wyskoczyć niewzruszenie z imponującym narzędziem i się odkopać. O.