Architekt, D., jako alternatywę dla remontu zaproponował... burzenie.
Przemyśleliśmy i zadzwoniliśmy doń.
-Zdecydowaliśmy, brniemy w to (w remont, nie w burzenie, przyp. red.). Pytanie brzmi, czy pan brnie w to z nami?
Przecież króliczek nie może uciekać w nieskończoność. W końcu zgłodnieje i da się złapać. To zupełnie jak z remontem domu, kiedyś przecież nr 8 stanie otworem przed adeptami KulTurystyki - naszego Prywatnego Domu Kultury z Noclegami.
(I nie będzie to zrekonstruowany od podstaw nr 8!)
Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.
Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.
poniedziałek, 21 czerwca 2010
niedziela, 20 czerwca 2010
Papierkowy zawrót głowy, czyli tam i z powrotem
Z duszą na ramieniu (tak, jak przy okazji każdej wizyty w Kłopotnicy po dłuższej nieobecności) wpatrywaliśmy się w krajobraz.Pytanie "czy dom nadal stoi tam, gdzie stał?"znalazło odpowiedź twierdzącą.

Konstrukcja na bazie drewna i folii osłaniająca wykop również trzyma się nieźle.


Nawet góry,które lubią sobie zniknąć,stały niewzruszone, prezentując się malowniczo w ramie z betonowych słupów podtrzymujących trakcję elektryczną.

Po powrocie z uroczej wycieczki(nie udało się nam powstrzymać od chwycenia za szpadel)oddaliśmy się zakładaniu działalności gospodarczej. Jedyne, co można zrobić w tej sprawie w sobotę,to zostać właścicielami domeny, co uczyniliśmy.
Po zapoznaniu się z wnioskiem EDG-1 postanowiliśmy nie zatrudniać księgowego.
Po zapoznaniu się z naszym zestawem pytań podatkowych (sztuk osiem) poszliśmy jednak po rozum do głowy.
Pogoda za oknem biurowa, dzień też zapowiada się biurowo.
Po spotkaniu z D., architektem czytającym nam w myślach, organizujemy wycieczkę do biura rachunkowego, by wreszcie dokonać doniosłego wyczynu pod tytułem "meldunek", złożyć wnioski o dowody osobiste i zarejestrować działalność gospodarczą.
Z ostatniej chwili.
Nie ma to jak (zabrawszy ze sobą niezliczone ilości dokumentów)zostawić - prawie trzysta kilometrów od urzędu docelowego- wszystkie niezbędne do załatwienia formalności akty...
Konstrukcja na bazie drewna i folii osłaniająca wykop również trzyma się nieźle.
Nawet góry,które lubią sobie zniknąć,stały niewzruszone, prezentując się malowniczo w ramie z betonowych słupów podtrzymujących trakcję elektryczną.
Po powrocie z uroczej wycieczki(nie udało się nam powstrzymać od chwycenia za szpadel)oddaliśmy się zakładaniu działalności gospodarczej. Jedyne, co można zrobić w tej sprawie w sobotę,to zostać właścicielami domeny, co uczyniliśmy.
Po zapoznaniu się z wnioskiem EDG-1 postanowiliśmy nie zatrudniać księgowego.
Po zapoznaniu się z naszym zestawem pytań podatkowych (sztuk osiem) poszliśmy jednak po rozum do głowy.
Pogoda za oknem biurowa, dzień też zapowiada się biurowo.
Po spotkaniu z D., architektem czytającym nam w myślach, organizujemy wycieczkę do biura rachunkowego, by wreszcie dokonać doniosłego wyczynu pod tytułem "meldunek", złożyć wnioski o dowody osobiste i zarejestrować działalność gospodarczą.
Z ostatniej chwili.
Nie ma to jak (zabrawszy ze sobą niezliczone ilości dokumentów)zostawić - prawie trzysta kilometrów od urzędu docelowego- wszystkie niezbędne do załatwienia formalności akty...
sobota, 19 czerwca 2010
Święte prawa Murphy'ego
Niezaprzeczalny fakt, że prawa Murphy'ego lubią poużywać sobie przy okazji budów i remontów, nie wymaga ani dowodów, ani komentarza.
Czemu jednak ich głównymi poplecznikami (abstrahując już od pola remontowych bitew, choć w zasadzie nie do końca) są dzieci, w dodatku nasze własne?!
Któreś-tam prawo Murphy'ego z pewnością brzmi:
Jeżeli jedziesz samochodem pół nocy, z niespecjalnie zadowolonym z tego faktu półtoraroczniakiem,który wolałby prowadzić, niż dać się dowieźć z miasta X do miasta Y i głośno oraz wytrwale informuje Cię o tym fakcie, mimo usilnych prób zainteresowania go przez Ciebie koncertem piosenki ogniskowej (dziękujemy Ci, ZHP za nasz rozbudowany repertuar!), to, oczywiście o ile po dotarciu na miejsce alarm w twoim krążowniku szos będzie budził pół osiedla, wyrywając Cię z prawie-snu co najmniej dwukrotnie i nadzwyczaj wytrwale, tak, że (uciszywszy go wreszcie) zaśniesz grubo po północy, twoje dziecko na pewno postanowi wstać z kurami.
Połowa z nas odsypia, druga tymczasem rozważa zatrudnienie księgowej, bo jak powszechnie wiadomo, jeśli jakiś ustęp prawa podatkowego może zostać zinterpretowany na korzyść państwa lub przedsiębiorcy, na pewno Ty dostaniesz po kieszeni.
Co prawda moglibyśmy prowadzić księgowość sami, ale cierpliwość skarbówki wobec naszych "czynnych żali" mogłaby się w końcu wyczerpać...
Czemu jednak ich głównymi poplecznikami (abstrahując już od pola remontowych bitew, choć w zasadzie nie do końca) są dzieci, w dodatku nasze własne?!
Któreś-tam prawo Murphy'ego z pewnością brzmi:
Jeżeli jedziesz samochodem pół nocy, z niespecjalnie zadowolonym z tego faktu półtoraroczniakiem,który wolałby prowadzić, niż dać się dowieźć z miasta X do miasta Y i głośno oraz wytrwale informuje Cię o tym fakcie, mimo usilnych prób zainteresowania go przez Ciebie koncertem piosenki ogniskowej (dziękujemy Ci, ZHP za nasz rozbudowany repertuar!), to, oczywiście o ile po dotarciu na miejsce alarm w twoim krążowniku szos będzie budził pół osiedla, wyrywając Cię z prawie-snu co najmniej dwukrotnie i nadzwyczaj wytrwale, tak, że (uciszywszy go wreszcie) zaśniesz grubo po północy, twoje dziecko na pewno postanowi wstać z kurami.
Połowa z nas odsypia, druga tymczasem rozważa zatrudnienie księgowej, bo jak powszechnie wiadomo, jeśli jakiś ustęp prawa podatkowego może zostać zinterpretowany na korzyść państwa lub przedsiębiorcy, na pewno Ty dostaniesz po kieszeni.
Co prawda moglibyśmy prowadzić księgowość sami, ale cierpliwość skarbówki wobec naszych "czynnych żali" mogłaby się w końcu wyczerpać...
piątek, 18 czerwca 2010
Zrób to sam.
Skoro nie możesz znaleźć pracy, zrób ją sobie sam.
Mamy nazwę, logo. Znaleźliśmy odpowiednią domenę.
Zrewidowaliśmy rynek.
W poniedziałek wizytujemy gminę (znów przeżyjemy szok poznawczy - odpadające ratuszowe tynki, zmurszałe mury, snujący się smętnie po fatalnie zagospodarowanym rynku ludzie...a za drzwiami, do których brnie się po sypiących się schodach, ciepełko nowiutkich biur).
Wypełnimy druk EDG-1.
I po miesiącu (oby!) zamieszkamy wreszcie w jednym mieście, a nie w dwóch. A naczelna idea, jaka popchnęła nas do kupna domu, ziści się już - będziemy pracowali razem i widywali się trochę częściej, niż umożliwia to praca na etacie(chociaż ta wykonywana na rzecz Szefa charakteryzuje się liberalnym podejściem do czasu wykonywania obowiązków, więc, tradycyjnie, narzekać nie możemy).
A Okruch? Po skończeniu studiów ( o ile zechce je podjąć) będzie miał ponad dwudziestoletnie doświadczenie zawodowe!
Mamy nazwę, logo. Znaleźliśmy odpowiednią domenę.
Zrewidowaliśmy rynek.
W poniedziałek wizytujemy gminę (znów przeżyjemy szok poznawczy - odpadające ratuszowe tynki, zmurszałe mury, snujący się smętnie po fatalnie zagospodarowanym rynku ludzie...a za drzwiami, do których brnie się po sypiących się schodach, ciepełko nowiutkich biur).
Wypełnimy druk EDG-1.
I po miesiącu (oby!) zamieszkamy wreszcie w jednym mieście, a nie w dwóch. A naczelna idea, jaka popchnęła nas do kupna domu, ziści się już - będziemy pracowali razem i widywali się trochę częściej, niż umożliwia to praca na etacie(chociaż ta wykonywana na rzecz Szefa charakteryzuje się liberalnym podejściem do czasu wykonywania obowiązków, więc, tradycyjnie, narzekać nie możemy).
A Okruch? Po skończeniu studiów ( o ile zechce je podjąć) będzie miał ponad dwudziestoletnie doświadczenie zawodowe!
wtorek, 15 czerwca 2010
A więc...ROZBIÓRKA.
Żart!
No, prawie. W dodatku nie do końca śmieszny. Za to tani. Najtańszy! Będzie rekonstrukcja szachulca. Całego, czy też "tylko" frontowego, dokładnie dowiemy się w poniedziałek podczas spotkania z D., architektem. (Pogawędki za pośrednictwem telefonii komórkowej charakteryzują się dużą ilością umykających słów...)
Wygląda na to, że dziury i prześwity będą baaardzo spektakularne, a te uwiecznione na fotografiach z maja nazwać można jedynie szczelinkami.
Żegnamy Cię, Szachulcze! Po raz pierwszy i nie ostatni.

Nie wszystek jednak zginiesz. Mamy już plan co do twoich części składowych. Kupimy kilka cystern Xirolu i zrobimy z Ciebie piękną bibliotekę. Dzieła zebrane (czytaj: oba dzieła) Daniela Kaldera będą się nań godnie prezentować.
Nie ma tego złego.
P.s.Doprecyzujmy. Gdyby ratowanie starej konstrukcji zostało zaakceptowane przez konstruktora, koszty nie miałyby znaczenia. Skoro jednak nie zostało, cieszymy się z oszczędności i możliwości twórczego wykorzystania resztek. Cóż innego nam pozostało.
No, prawie. W dodatku nie do końca śmieszny. Za to tani. Najtańszy! Będzie rekonstrukcja szachulca. Całego, czy też "tylko" frontowego, dokładnie dowiemy się w poniedziałek podczas spotkania z D., architektem. (Pogawędki za pośrednictwem telefonii komórkowej charakteryzują się dużą ilością umykających słów...)
Wygląda na to, że dziury i prześwity będą baaardzo spektakularne, a te uwiecznione na fotografiach z maja nazwać można jedynie szczelinkami.
Żegnamy Cię, Szachulcze! Po raz pierwszy i nie ostatni.
Nie wszystek jednak zginiesz. Mamy już plan co do twoich części składowych. Kupimy kilka cystern Xirolu i zrobimy z Ciebie piękną bibliotekę. Dzieła zebrane (czytaj: oba dzieła) Daniela Kaldera będą się nań godnie prezentować.
Nie ma tego złego.
P.s.Doprecyzujmy. Gdyby ratowanie starej konstrukcji zostało zaakceptowane przez konstruktora, koszty nie miałyby znaczenia. Skoro jednak nie zostało, cieszymy się z oszczędności i możliwości twórczego wykorzystania resztek. Cóż innego nam pozostało.
Subskrybuj:
Posty (Atom)