Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

wtorek, 19 października 2010

Włamanie nr 4.

Jedzie sobie człowiek spokojnie do hurtowni jednej i drugiej, mijając po drodze do wielkiego miasta swój przyszły dom i co widzi? Nie ma furtki! Dziwi się trochę, ale musi załatwić księgowych, policzyć się z hurtownikami i zrobić skok na pocztę, więc postanawia, że zatrzyma się w drodze powrotnej.

No i co? Czaimy się na tym naszym pastwisku, podchodzimy bliżej i jest! Jest ... furtka.

Leży horyzontalnie u naszych stóp wyjęta z zawiasów.

Poza tym nie dzieje się nic.

Można by pomyśleć, że to dzięki odezwie do rzezimieszków, ale jeszcze jej nie wyprodukowaliśmy.

P.s.Żeby wszystko było jasne - ta furtka zamknięta jest na drut, zarzucany na nią i płot jednocześnie. Wystawianie jej z zawiasów ... no cóż. Chyba na wielokropku poprzestaniemy... .

5 komentarzy:

  1. no tak, bez komentarza:)Przynajmniej jest ciekawie, hehe, może to ten sam od aparatu jak go (ich) złapiecie dajcie znać to zidentyfikuję:)

    OdpowiedzUsuń
  2. na złodzieja niestety nie ma siły.

    OdpowiedzUsuń
  3. ech.. życie...;/ My notorycznie zastajemy ostatnio zapchane kłódki i odsunięte płyty chodnikowe na przejeździe przez błota - po jednej na każdej ścieżce.. ot taka inwencja twórcza tych co nam dobrze życzą ...

    OdpowiedzUsuń
  4. a tak to wszyscy Katolicy..
    Siła jest w technice, no i kosztach, np. monitoring z powiadomieniem na komórkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdarzenia z serii wybijanie komuś okna w samochodzie w celach nierabunkowych (koleżance) czy ukradzenie lampki z migacza (nam), a my z ubranymi dziećmi i ogólnie całą paradą próbowaliśmy pojechać tu i tam.

    Naprawdę nie wiem, o co chodzi. O pieniądze nie.

    OdpowiedzUsuń