Choć pora deszczowa niczego sobie, można by nawet stwierdzić wprost, że ładna...



A w środku pory deszczowej wizyta.

Miała być ogniskowo-konsumpcyjna, pobrodziliśmy jednak trochę w potokach rosy i udaliśmy się ku przytulnej i suchej wielkiej płycie, do pobliskiego miasteczka.
W ciągu tego telegraficznego skrótu wypada także odnotować, że błąkające się po naszej działce słowo "służebność" musiało w końcu wywołać to, na co wskazuje - czyli pewne komplikacje (tradycyjne "jeżeli nie wiadomo o co chodzi...to nie wiadomo o co chodzi"). W zasadzie oczekiwanie na WSZYSTKO spowszedniało nam tak bardzo, że ta informacja wygenerowała jedynie pełne zrozumienia "aha" oraz falę radości, że trafiliśmy na kogoś, kto spostrzegł, że w papierach numeru 8 trzeba zrobić porządek.
Jedyne "ale" to fakt, że nie możemy się doczekać mile rokującego spotkania towarzyskiego (przekopywania działki) z Geodetami, którzy zajmują się obecnie okiełznaniem tego papierkowego bałaganu.
W zeszłym roku wydawało nam się, że mamy ogromne szczęście do ludzi.
Nie wiedzieliśmy, że można mieć jeszcze większe!








