Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

czwartek, 20 maja 2010

W zakątku cmentarza. Gierczyn

W Gierczynie cmentarze są dwa. Przecież "Ojczyzna to ziemia i groby". Każdy więc udomawia terytorium, na którym przyszło mu żyć, stawiając pomniki. Niektóre dostępne są po pobraniu kluczy od przykościelnej cmentarnej furtki. Inne, porzucone, wśród pól, na skraju wsi. I to o tych, niemieckich, śląskich, a może serbołużyckich mogiłach trzeba sobie jak najszybciej przypomnieć.












Po burzy spokój?!

Okazało się, że niektórych rzeczy nie robi się dla dobra sprawy. Praca polegająca na tym, że tylko weekendy spędza się w domu mija się z celem...Szczególnie, jeśli każdą wolną chwilę wyrywa człowiek na cele remontowo-budowlane.

Wczoraj architekt wyznał nam, o co chodzi z koncepcją, której nie ma. A dokładniej rzecz ujmując z brakującym jej elementem. Jak grom z jasnego nieba trafiła nas informacja, że frontowy pruski mur może nadawać się jedynie do rekonstrukcji (czytaj: do rozbiórki), jeśli ma utrzymać zagospodarowane poddasze. Po czym ogarnął nas spokój. Przecież to remont i budowa, czyli, z definicji-kłopoty i niespodzianki, zaskakujące zwroty akcji, rosnące koszty i piętrzące się sterty dodatkowych zadań.

A więc RELAKS!
Czekamy na koncepcję wnętrz. Przynajmniej nie będziemy pieczołowicie oczyszczać ścian, które przyjdzie nam zburzyć.

poniedziałek, 17 maja 2010

Siedzieliśmy już na walizkach,

czy też na siatach, na plecakach i żółtej torbie. Mieliśmy zrywać się właśnie z tymi tobołami i gnać na północ, gdy nagle cudowna moc zmutowanej koniczynki sprawiła, że zadzwonił telefon. Jutro rozmowa w sprawie pracy. Mniejsza o to jakiej i gdzie...czegóż się jednak nie robi dla dobra sprawy!

A w domu postępy







i sublokatorzy

niedziela, 16 maja 2010

"Wewnętrzne fuj"

Mamy gdzie mieszkać. Okruch jest zachwycony szufladami i szafkami, my trochę mniej. Ale prawdziwy minus to brak placu zabaw w okolicy. Jest piaskownica, ale co z tego, skoro zarosła buszem i wygląda jak potężny kwietnik porzucony przypadkiem na podwórku i zapomniany raz na zawsze dobrych kilka lat temu.

Przed domem zakwitły bzy.

I jabłonka.

Gdzieś wśród pokrzyw czają się niezapominajki. No i przy drzwiach wejściowych dumnie piętrzy się kupa gruzu (misja na tę rundę - powiększyć ją znacząco).



Na początku przyszłego tygodnia ma się objawić koncepcja architektoniczna. (Nasza wiara w umiejętności architekta D. musi być niezłomna, skoro jeszcze nas nie poniosło.)

A aura perfidnie nas dobija.

Na pocieszenie w tym błocie, co to nam je każdy lekki opad funduje na naszym pastwisku znalazła się czterolistna koniczynka.

czwartek, 13 maja 2010

Gierczyn.

Niby nic. Niby mały. Szkoły nie ma, dzieciaki do Krobicy jeżdżą. Ale za zakrętem, tym w lewo przed kościołem i tym w prawo przy sklepie, ciągnie się ulicówka z licznymi drożynami wgłąb. Gdzieś tam nawet o znakowany szlak się można potknąć. A przy samym wjeździe, jeśli się jedzie od Rębiszowa, cmentarz. Niemiecki.

W lewo:




W prawo:


U wylotu na Rębiszów i Kłopotnicę: