Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

wtorek, 20 stycznia 2015

Proza budowlana.

Po raz pierwszy od początku (nie)budowy, która trwa przecież już ponad pięć lat, przygotowujemy się do kolejnego sezonu.
























Ponieważ prace nad parterem będą zakrojone na o wiele, wiele większą skalę niż przypuszczaliśmy, sporządzamy dla ekipy portfolio Oldboja i wgapiamy się w kosztorys przedwykonawczy (sporządzony oczywiście przez naszego perfekcyjnego Wykonawcę), miotając się pod wpływem tej lektury między "po co my to w ogóle robimy" a "ale będzie fajnie siedzieć przed tym kominkiem w salonie".

niedziela, 11 stycznia 2015

Na pohybel cietrzewiom!

Nowy rok się zaczął. Sam początek przespaliśmy, nie podjęliśmy postanowień, a rano ruszyliśmy na szlak.
Musieliśmy trochę oszukać, bo podejście pod Stóg wiązałoby się z kresem wycieczki na samym jego szczycie. Oszukaliśmy więc, sponsorując niecną organizację wyciągową i przyczyniając się do zakłócania spokoju cietrzewi. (Nawiasem mówiąc, ciekawe, czy uda nam się kiedyś jakiegoś spotkać. Jeżeli nie - no cóż, sami będziemy sobie winni. Nie trzeba było pchać się na gondolę ratując ją od finansowego upadku!) Sprzeniewierzając się naturze osiągnęliśmy więc cel. Udało nam się zawlec Potomka na Polanę Izerską, która bez wykorzystania udogodnień natury technicznej pozostałaby mrzonką.

Poza tym w życiu, jak to w życiu. Często bywamy w Poznaniu. Mało planujemy - zwłaszcza w sprawie (nie)budowy, która ostatnio jest bardzo, bardzo "nie". Żywioły czochrają płachty pieczołowicie ułożonej folii kubełkowej, czosnek rośnie w doborowym towarzystwie róż, w zalążku przyszłego ogrodu, ukrytego przed koparką pośród stert drewna, a my - jak zwykle zimą, pochłaniamy nieprzebrane ilości wybornego jedzenia zacieśniając sąsiedzkie więzi.

A jak leży śnieg, to jest bardzo ładnie. Nieprawdaż?








środa, 19 listopada 2014

Kolej Izerska.

W wyborach poszło, jak poszło. Średnio. Stołek obroniony. Za to naszej opcji w Radzie nieco (o jednego człowieka) więcej, niż nienaszej. (Nie jest więc tak źle, jak mogło by się wydawać.)

No cóż - nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, trzeba zakasać rękawy i ...chociażby znów zagłosować.
Tym razem w sprawie odnowienia połączeń kolejowych
Mirsk-Jindřichovice pod Smrkem
i
Gryfów-Świeradów
Klikajcie i głosujcie!

piątek, 14 listopada 2014

Polska powiatowa.

Poprzednie wybory zastały nas jako świeżuteńkich przyjezdnych, wstępnie tylko ogarniających lokalne frakcje i atrakcje. Tym razem, po czasie, wielu kandydatów znamy (i lubimy) osobiście. Mamy pouczcie mocy sprawczej. Uważamy, że nadszedł czas na zmiany, chociaż jakiś mirski użytkownik czerwonej pomadki niekoniecznie się z nami zgadza.

Na chwilę przed zapadnięciem ciszy wyborczej w Mirsku aż huczy. Do drzwi puka ktoś z ulotką i kampanią negatywną (grzecznie przytakujemy, choć obrzuca inwektywami tych bliższych nam światopoglądowo).
Po plakatach w sklepowych witrynach można wywnioskować, kto z drobnych i tych mniej drobnych mirskich przedsiębiorców jest z "naszej" opcji.
Na każdym rogu (a przynajmniej pod przedszkolem) poszukuje się wyborczego numeru zawieszonego jakiś czas temu pisma "Izery"(będącego w korespondencyjnej opozycji do "Wieści Mirska").
Polska powiatowa jest najfajniejsza.

Wczoraj Ł., z okazji urodzin, otrzymał życzenia ujawnienia bloga. 
No to macie, Nasi Drodzy. I nie zapomnijcie zagłosować!

poniedziałek, 13 października 2014

To jest już koniec.

To koniec prac na ten rok. Nasz sezon budowlany był krótki, postępy wsteczne, ale mamy pięknie zalany betonem fundament pod gościnną atrapę ex-stodoły - jak widać, kawał kanalizacji i inne rzeczy, których nie będziemy oglądać już zbyt długo, bo zostaną zasypane, zamurowane i upchane w ściany. Mamy też masę ogarniętych niespodzianek, nagłych i spektakularnych zwrotów akcji i pozornie nieszczęśliwych zdarzeń, które oczywiście wyszły nam na dobre.

Z W., wykonawcą, umówiliśmy się na nowy start w maju przyszłego roku.


A widok z Ostrzycy też ładny.
(Że o ploteczkach na szczycie, zakąszanych białą czekoladą nie wspomnimy.)