Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.
Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.
środa, 30 czerwca 2010
sobota, 26 czerwca 2010
Dziesiąte zdjęcie.
Mieliśmy nie lada problem, gdy ujrzeliśmy wśród remontowych perypetii zaproszenie do obnażenia swojego prawdziwego oblicza za pomocą ujawnienia zdjęcia numer 10.
Na szczęście okazało się, że komputer, wniesiony do majątku wspólnego przez połowę z nas, który odmówił posłuszeństwa jakiś rok temu, nie zawierał naszych najstarszych wspólnych zdjęć. Tkwią one w najlepsze na - właśnie przechodzącym na emeryturę - obiekcie i mogą zostać ujawnione za pośrednictwem jeszcze innego towarzysza internetowej niedoli, dzierżawionego przez nas od A., zwanej przez niektórych babcią.
Niewiele brakowało, by dziesiątym zdjęciem okazało się jedno spośród dokumentujących zajście, zwane w pewnych kręgach "dramatem w Andach". Jednak oszczędzimy sobie kompromitacji, gdyż z zasady nie umieszczamy zdjęć z twarzą. Zatem, pierwsze po dziesiątym zdjęcie, które spełnia nasze kryteria pozostawania prawie-nierozpoznawalnym, zrobione kilka tygodni po naszym cudownym poznaniu się, w czasach sprzed Kłopotnicy i rządów Okrucha Pierwszego, które ledwo majaczą nam w pamięci, niczym Beskid Żywiecki we mgle, u progu maja 2006 roku:

Jak widać, daleko nam do "twardzieli" ;)
Drżyjcie, zapraszani przez nas do zabawy Remontowi Straceńcy:
z podkarpackiego,
z zachodniopomorskiego
i zza miedzy!
Na szczęście okazało się, że komputer, wniesiony do majątku wspólnego przez połowę z nas, który odmówił posłuszeństwa jakiś rok temu, nie zawierał naszych najstarszych wspólnych zdjęć. Tkwią one w najlepsze na - właśnie przechodzącym na emeryturę - obiekcie i mogą zostać ujawnione za pośrednictwem jeszcze innego towarzysza internetowej niedoli, dzierżawionego przez nas od A., zwanej przez niektórych babcią.
Niewiele brakowało, by dziesiątym zdjęciem okazało się jedno spośród dokumentujących zajście, zwane w pewnych kręgach "dramatem w Andach". Jednak oszczędzimy sobie kompromitacji, gdyż z zasady nie umieszczamy zdjęć z twarzą. Zatem, pierwsze po dziesiątym zdjęcie, które spełnia nasze kryteria pozostawania prawie-nierozpoznawalnym, zrobione kilka tygodni po naszym cudownym poznaniu się, w czasach sprzed Kłopotnicy i rządów Okrucha Pierwszego, które ledwo majaczą nam w pamięci, niczym Beskid Żywiecki we mgle, u progu maja 2006 roku:
Jak widać, daleko nam do "twardzieli" ;)
Drżyjcie, zapraszani przez nas do zabawy Remontowi Straceńcy:
z podkarpackiego,
z zachodniopomorskiego
i zza miedzy!
czwartek, 24 czerwca 2010
Postępy inaczej, czyli cała prawda o remoncie.
Notujemy sobie tutaj to, co udało nam się zdziałać. Fotografujemy skute tynki, wykopy, kolejne,ukazujące się naszym oczom w wyniku wytężonych wysiłków, warstwy ścian. Walczymy sami, sprowadzamy na odsiecz Tanią Siłę Roboczą, pracujemy w pełnym słońcu, w deszczu i w pocie czoła.
A za naszymi plecami nieustannie czają się takie obrazki:








Kiedyś spojrzymy na nie z nostalgiczną łezką w oku...
A za naszymi plecami nieustannie czają się takie obrazki:
Kiedyś spojrzymy na nie z nostalgiczną łezką w oku...
środa, 23 czerwca 2010
Czasami, jeśli nie wiadomo o co chodzi...
...to po prostu nie wiadomo, o co chodzi.
Konstruktor jest "na tak".
Jutro dostaniemy koncepcję.
Webmaster się znalazł.
Więc o co chodzi?!
Konstruktor jest "na tak".
Jutro dostaniemy koncepcję.
Webmaster się znalazł.
Więc o co chodzi?!
wtorek, 22 czerwca 2010
Odpowiedź architekta brzmi...
-Przemyślałem swoje stanowisko, wchodzę w to!
W grze jest jeszcze konstruktor. Jutro będzie wiadomo, czy i on chce się w "to" bawić.
Poza tym same dobre wiadomości (jak to u nas, nie ma tego złego).
Ktoś wyciągnął pomocną dłoń z - być może najistotniejszym w tym dramacie - numerem telefonu do pana G.
No i mamy fantastycznego księgowego B. i partnerów. Cierpliwie odpowiedział na osiem (i więcej) naszych pytań o działalność gospodarczą. I może się nami zaopiekować.
W grze jest jeszcze konstruktor. Jutro będzie wiadomo, czy i on chce się w "to" bawić.
Poza tym same dobre wiadomości (jak to u nas, nie ma tego złego).
Ktoś wyciągnął pomocną dłoń z - być może najistotniejszym w tym dramacie - numerem telefonu do pana G.
No i mamy fantastycznego księgowego B. i partnerów. Cierpliwie odpowiedział na osiem (i więcej) naszych pytań o działalność gospodarczą. I może się nami zaopiekować.
Subskrybuj:
Posty (Atom)