Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

wtorek, 11 maja 2010

Wyprostowało się.

Nie ma to jak profesjonaliści. Po ratunek - tylko do pośrednika P.! Są ludzie niezastąpieni. Takim, jak on, aż chce się płacić. Za profesjonalizm, takt i słowność.

Projekt koncepcyjny dostaniemy w piątek. Raczej w piątek. A może...może w piątek?
Jesteśmy trochę wkurzeni. Ale mija nam, gdy pomyślimy o nieprzewidzianych okolicznościach. Nasz dom to same nieprzewidziane okoliczności.

Szukanie pracy idzie nieźle. Czyli, dokładnie rzecz ujmując, powstają zgrabne listy motywacyjne, które rozsyłane są w świat.

piątek, 7 maja 2010

Aaaaaaaamieszkanie wynajmę

Nie ma! Jak nie nieaktualne, to cośtam, jak nie cośtam, to rzut słuchawką telefonu na wieść, że mamy dziecko. Pieniędzy na opcję drugą, czyli kupno mieszkania, też nie ma. Tkwimy.
Projekt koncepcyjny utkwił także...
Być może "gdzieś jest lecz nie wiadomo gdzie". Jedno i drugie.

czwartek, 6 maja 2010

Sztuka szczęścia

Abraham Moles raczył tak podsumować tytułem swej pracy pewne artefakty. Rzeczy po prostu. Dzieła nie służące ani pompowaniu satysfakcji estetycznej, ani głoszeniu wzniosłych prawd. Ani to potrzebne, ani kosztowne. Sztuka szczęścia po prostu.Potknąć się o nią można także na mirskiej ziemi.

Jesteśmy właścicielami pewnego obiektu, który posiedliśmy wraz z domem...choć może zasadniej byłoby uznać, że on po prostu w naszym domu przebywa:



Przemieszkiwanie w pobliskim Gierczynie pozwoliło nam odkryć dwa kolejne majstersztyki. Wybitne skojarzenia zrealizowane w plenerze:










Jest jeszcze czwarta rzecz. Nieudokumentowana. Ale następna wizyta w Proszowej (a z Kłopotnicy to już na wyciągnięcie nogi) odbędzie się specjalnie w celu sfotografowania śniadania na trawie z Flipem i Flapem w rolach głównych.

środa, 5 maja 2010

Są efekty.

Ujrzeliśmy światełko w tunelu:



Interwencja kolejnej fali taniej siły roboczej przyniosła efekt. Lud pracujący dokonał odsłonięcia najrozmaitszych materiałów, z których zbudowano dom. Szczególnie interesujący okazał się drut kolczasty, służący jako siatka rabitza. Stan surowy otwarty powinniśmy osiągnąć przed otrzymaniem pozwolenia na budowę.
Oto dokumentacja fotograficzna:

Pani domu przy pracy:



Nasz doskonały pracownik najemny (dzię-ku-je-my!):



I rezultaty działań całej trójki:












Wieści z projektowego frontu: inwentaryzacja "nieco" się przeciągnęła. Projekt koncepcyjny ma znaleźć się w naszej skrzynce mejlowej lada dzień.

niedziela, 25 kwietnia 2010

Na dobry początek.

Prace postępują. Nie tylko nasze. Nr 7 wygląda na dzień dzisiejszy tak:



W naszym obejściu natomiast miła niespodzianka:



Działo się też na zewnątrz:













I wewnątrz:





Poza tym we wsi trwają prace nad systemem irygacyjnym. (Dokładniej rzecz ujmując - wylewanie szosy nad rowami.) Ciekawe, czy zniesie to nasze zawieszenie?



Dziś pożegnaliśmy na dworcu w Jeleniej delegację taniej siły roboczej. Czuliśmy się jak tubylcy, machając "Kamieńczykowi" odjeżdżającemu z A.(zwaną przez część z nas mamą, a przez jeszcze innych babcią) na pokładzie.
Czekamy na kolejne posiłki. Jutro dowiemy się, czy skarbówka w swej łaskawości pozwoli nam przekroczyć siedmiodniowy termin na korektę zeznania...Jeśli tak, już w piątek z radością powitamy A.!

P.s.Kogoś skusiły nasze kable. Szkoda tylko, że skoro już je pociął, to ich ze sobą nie zabrał, a jedynie pozostawił dyndające tu i ówdzie. Kupiliśmy nowe kłódki. Od jutra szukamy mieszkania w bliższej lub dalszej okolicy. Mrzonki na temat budów i remontów na odległość przechodzą do historii. Dziękujemy koneserowi kiepskich alukabli za pomoc w podjęciu decyzji!