Inwestor (hahaha) drugiej kategorii musi czasami radzić sobie sam.
Brakuje dla niego mocy przerobowych, potrzebnych akurat i - w zasadzie -
nieustająco - u inwestorów (tu już bez kpiącego śmiechu) pierwszej
kategorii, zakasuje więc rękawy i konstruuje przyrząd do odmierzania
odległości w dachówce wraz ze stołem wiertniczym.
Inwestor drugiej kategorii miał kilka lat temu wizję własnoręcznego postawienia domu na nogi, toteż nie może narzekać, a jedynie cieszyć się, że będzie mógł używać sformułowania "odbudowaliśmy dom" trochę mniej przekłamując rzeczywistość.
Istotne jest to, że inwestorzy drugiej kategorii mają niezastąpionych sojuszników, którzy na przykład przerobili już wiercenie w dachówkach i mogą pożyczyć fajną wiertarkę, albo lubią słuchać płyt z samochodowego głośnika szczególnie na wsi, wykonując przy okazji jakieś pożyteczne (dla inwestorów) zajęcia. Z takim zapleczem ludzkiej życzliwości przystąpić więc może inwestor drugiej kategorii do wiercenia 13 000 otworów w 13 000 dachówek i chociaż pierwsze starcie kończy się wynikiem 115 - 12 885 (dla dachówki), inwestor drugiej kategorii śmiało budzi się rano i po zarobieniu ciasta na chleb z otwartą przyłbicą wraca do pojedynku.
P.s.Informacja dla fanów robót ciesielskich - póki co nadal trwa struganie (dwanaście wiader trocin przydało się w ogródku, a sporo nadal jest do pozyskania) - panów miało być czterech, ale jakoś tak wyszło, że tych dwóch nie ma, jeżeli nie zacznie padać, to w połowie tygodnia...zacznie się poprawianie źle umocowanych w wieńcu szpileczek... no właśnie. Możemy jednak zapewnić, że gdy nastaną TE DNI, będziemy focić bez opamiętania!
