Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

poniedziałek, 17 maja 2010

Siedzieliśmy już na walizkach,

czy też na siatach, na plecakach i żółtej torbie. Mieliśmy zrywać się właśnie z tymi tobołami i gnać na północ, gdy nagle cudowna moc zmutowanej koniczynki sprawiła, że zadzwonił telefon. Jutro rozmowa w sprawie pracy. Mniejsza o to jakiej i gdzie...czegóż się jednak nie robi dla dobra sprawy!

A w domu postępy







i sublokatorzy

niedziela, 16 maja 2010

"Wewnętrzne fuj"

Mamy gdzie mieszkać. Okruch jest zachwycony szufladami i szafkami, my trochę mniej. Ale prawdziwy minus to brak placu zabaw w okolicy. Jest piaskownica, ale co z tego, skoro zarosła buszem i wygląda jak potężny kwietnik porzucony przypadkiem na podwórku i zapomniany raz na zawsze dobrych kilka lat temu.

Przed domem zakwitły bzy.

I jabłonka.

Gdzieś wśród pokrzyw czają się niezapominajki. No i przy drzwiach wejściowych dumnie piętrzy się kupa gruzu (misja na tę rundę - powiększyć ją znacząco).



Na początku przyszłego tygodnia ma się objawić koncepcja architektoniczna. (Nasza wiara w umiejętności architekta D. musi być niezłomna, skoro jeszcze nas nie poniosło.)

A aura perfidnie nas dobija.

Na pocieszenie w tym błocie, co to nam je każdy lekki opad funduje na naszym pastwisku znalazła się czterolistna koniczynka.

czwartek, 13 maja 2010

Gierczyn.

Niby nic. Niby mały. Szkoły nie ma, dzieciaki do Krobicy jeżdżą. Ale za zakrętem, tym w lewo przed kościołem i tym w prawo przy sklepie, ciągnie się ulicówka z licznymi drożynami wgłąb. Gdzieś tam nawet o znakowany szlak się można potknąć. A przy samym wjeździe, jeśli się jedzie od Rębiszowa, cmentarz. Niemiecki.

W lewo:




W prawo:


U wylotu na Rębiszów i Kłopotnicę:

Proszowa.

Starsza, większa, liczniej zamieszkana niż Kłopotnica. I kościołów więcej, bo aż jeden. A były dwa. Choć ten drugi żyje w pamięci i trzyma się świetnie (rozebrano go jakieś trzydzieści lat temu, a z niektórych opisów do dziś go nie wyrugowano).Jeśli się jest w Kłopotnicy, a wiadomo, że kiedyś znaleźć się tam trzeba, to nie można nie przejść się do Proszowej.



W całej okazałości:





Kościół:



Pastorówka (gdybyśmy wygrali w totolotka...):





Drzwi. Jak drzwi. Model popularny.




A tu sie ktoś pokusił o zgrabną tralkę niemalże:

wtorek, 11 maja 2010

Poniższe rewelacje

pochodzą z albumu Z biegiem Kwisy (link w naszym "Niezbędniku"). Kilka zdjęć,majowych i pochmurnych, z naszych zbiorów, które robią się, o zgrozo, coraz obszerniejsze.

Kłopotnica

Niewielka wieś o rozproszonej zabudowie, położona na wschodnich zboczach wzgórza Wygorzel (530 m) na Przedgórzu Rębiszowskim na wysokości 440–490 m n.p.m. Nazwa wsi nawiązuje do przedwojennej nazwy niemieckiej (niem. Neusorge – nowy kłopot). Najstarsza zachowana wzmianka o niej pochodzi z 1618 r. Kłopotnica powstała w obrębie dóbr klasztoru benedyktynek z Lubomierza jako kolonia Grudzy. Jak w całej okolicy, także tutaj ludność zajmowała się dawniej tkactwem chałupniczym. Po jego upadku w XIX w. zaczęła się wyludniać. Z ok. 160 mieszkańców w początkach XIX w. sto lat później pozostało ok. 110. W latach 1945–1947 Kłopotnicę nazywano Kłopotnem. Powierzchnia gruntów wsi Kłopotnica wynosi 200 ha. W 2008 r. wieś liczyła 45 mieszkańców. W ostatnich kilkunastu latach wieś nabrała charakteru letniskowego, wykorzystując piękne położenie i wspaniałe widoki, dzięki czemu ubytek ludności charakterystyczny dla wielu okolicznych miejscowości nie jest tu prawie zauważalny.

W centralnej części fotografii - nasze cudo:


Jedna z licznych kłopotnickich kapliczek:


W tle "Góra Kamienista"...kopalnia po prostu:


Urocze domostwa (ostatnie zabudowania stoją przy drodze do fenomenalnej Proszowej):




Tu kiedyś stał dom. Takich miejsc w Kłopotnicy jest kilka: