Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

piątek, 28 września 2012

Plan zrealizowany. Przypadkiem.

Wczoraj wleźliśmy na Wysoką. Chyba i przypadkiem. W pogoni za grzybem i ze względu na krach logistyczny, który spotkał naszą działalność g. - ponownie okazało się, że nie ma tego złego.

Zgubiliśmy też parę uroczych, uśmiechniętych, zadbanych Niemców w zadbanym samochodzie, którzy zaskoczyli nas nieco powyżej Kotliny pytaniem o Kocioł...ale nie chcieli zjechać w dół. Zasugerowaliśmy się swoim skojarzeniem z hasłem "Kotlina", czyli ruinami Kesselschloßbaude. No i zapomnieliśmy o całej, nie tak znowu małej, wsi położonej poniżej. Wpakowaliśmy rezydentów bardzo czystego samochodu w wycieczkę w górę mapy, tak jak chcieli, tylko że góra, o którą im chodziło, była raczej w dół.

Okazuje się, że w trzy lata po przedwstępnym zakupie domu nasz plan jest zrealizowany.
Mamy wspólną pracę, górskie wycieczki na wyciągnięcie ręki i o wiele, wiele więcej, niż planowaliśmy.
Nie mamy tylko wyremontowanej chaty - ale przecież to był tylko środek do celu.
(Mamy też moralniaka - choć wycieczka w nieznane mogła się Niemcom spodobać.)

P.s. Dokumentacji fotograficznej z domniemanej Wysokiej brak - zawsze, kiedy aparat zostaje w domu, omijają go najfantastyczniejsze widoki.

9 komentarzy:

  1. U nas gonić za grzybem nie ma co, bo grzyba ni ma... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko wroga propaganda kontrgrzybiarzy!

      Usuń
    2. no to zależy, kto patrzy...

      Usuń
  2. Niech aparat żałuje.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Też często wychodzę bez aparatu. Zawsze myślę, że idę tylko na chwilkę, a potem okazuje się, że przez tę chwilkę widzę coś pięknego, ciekawego, wartego uwagi.

    Gratuluję Wam optymizmu i zrealizowania planu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja prawie zawsze biorę aparat, a raz kiedy nie wzięłam, to spotkał mnie zachód słońca w owianym pajęczynami i porośniętym trawami lasku brzozowym. Do dziś na to wspomnienie chciałabym się zabić ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój aparat ukrywa się zawsze i prawie nigdy go nie mam ze sobą, kiedy by się przydał. Gratuluję realizacji planów. A chate wyremontujecie wszak kiedyś. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Izery potrafią zaskoczyć;)

    OdpowiedzUsuń