Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

poniedziałek, 2 maja 2016

Ciężka praca się opłaca.

Raz na jakiś czas  (ściślej rzecz ujmując raz na dwa-trzy lata) nasza ziemia obdarza nas wielką łaską i rzuca jakieś drobne w ramach wynagrodzenia za opiekę. Rzuca pojedynczo. Czasami taka moneta nie ma szansy przetrwać próby czasu i pozostaje tylko na zdjęciu. Czasami jednak znajdujemy coś, co sypie się nieco mniej. Wczoraj po raz trzeci (w ciągu 6 lat grzebania w ziemi) znaleźliśmy forsę. Jak zwykle - atak bogactwa nie był zmasowany. Nominały zawsze podobne...cóż,  może jaka praca, taka płaca?! Biały obiekt obok skarbu - jak na nasze niewprawne, dyletanckie oko - jest ceramicznym guziczkiem. Też fajnie.



P.s.Super doskonały pomysł sprzed tygodnia, po dogłębnej analizie, uznaliśmy za niewydarzony. Nie da się uniknąć (nie)budowy, obejść jej, ani nawet przeskoczyć. Trzeba się za nią brać. I tyle.

3 komentarze:

  1. :-) a nie mowilam: ekscytujace zdarzenia, niespodziewane zwroty akcji...
    no to powodzenia
    A

    OdpowiedzUsuń
  2. Nam sypnęło groszem ( a raczej fenigami) , gdy zerwaliśmy podłogę w izbie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie u Ciebie. Zapraszam tez do mnie. Dorota z http://sielskachata.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń