Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom. Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.
Starsza, większa, liczniej zamieszkana niż Kłopotnica. I kościołów więcej, bo aż jeden. A były dwa. Choć ten drugi żyje w pamięci i trzyma się świetnie (rozebrano go jakieś trzydzieści lat temu, a z niektórych opisów do dziś go nie wyrugowano).Jeśli się jest w Kłopotnicy, a wiadomo, że kiedyś znaleźć się tam trzeba, to nie można nie przejść się do Proszowej.
pochodzą z albumu Z biegiem Kwisy (link w naszym "Niezbędniku"). Kilka zdjęć,majowych i pochmurnych, z naszych zbiorów, które robią się, o zgrozo, coraz obszerniejsze.
Kłopotnica
Niewielka wieś o rozproszonej zabudowie, położona na wschodnich zboczach wzgórza Wygorzel (530 m) na Przedgórzu Rębiszowskim na wysokości 440–490 m n.p.m. Nazwa wsi nawiązuje do przedwojennej nazwy niemieckiej (niem. Neusorge – nowy kłopot). Najstarsza zachowana wzmianka o niej pochodzi z 1618 r. Kłopotnica powstała w obrębie dóbr klasztoru benedyktynek z Lubomierza jako kolonia Grudzy. Jak w całej okolicy, także tutaj ludność zajmowała się dawniej tkactwem chałupniczym. Po jego upadku w XIX w. zaczęła się wyludniać. Z ok. 160 mieszkańców w początkach XIX w. sto lat później pozostało ok. 110. W latach 1945–1947 Kłopotnicę nazywano Kłopotnem. Powierzchnia gruntów wsi Kłopotnica wynosi 200 ha. W 2008 r. wieś liczyła 45 mieszkańców. W ostatnich kilkunastu latach wieś nabrała charakteru letniskowego, wykorzystując piękne położenie i wspaniałe widoki, dzięki czemu ubytek ludności charakterystyczny dla wielu okolicznych miejscowości nie jest tu prawie zauważalny.
W centralnej części fotografii - nasze cudo:
Jedna z licznych kłopotnickich kapliczek:
W tle "Góra Kamienista"...kopalnia po prostu:
Urocze domostwa (ostatnie zabudowania stoją przy drodze do fenomenalnej Proszowej):
Tu kiedyś stał dom. Takich miejsc w Kłopotnicy jest kilka:
Nie ma to jak profesjonaliści. Po ratunek - tylko do pośrednika P.! Są ludzie niezastąpieni. Takim, jak on, aż chce się płacić. Za profesjonalizm, takt i słowność.
Projekt koncepcyjny dostaniemy w piątek. Raczej w piątek. A może...może w piątek? Jesteśmy trochę wkurzeni. Ale mija nam, gdy pomyślimy o nieprzewidzianych okolicznościach. Nasz dom to same nieprzewidziane okoliczności.
Szukanie pracy idzie nieźle. Czyli, dokładnie rzecz ujmując, powstają zgrabne listy motywacyjne, które rozsyłane są w świat.
Nie ma! Jak nie nieaktualne, to cośtam, jak nie cośtam, to rzut słuchawką telefonu na wieść, że mamy dziecko. Pieniędzy na opcję drugą, czyli kupno mieszkania, też nie ma. Tkwimy. Projekt koncepcyjny utkwił także... Być może "gdzieś jest lecz nie wiadomo gdzie". Jedno i drugie.
Abraham Moles raczył tak podsumować tytułem swej pracy pewne artefakty. Rzeczy po prostu. Dzieła nie służące ani pompowaniu satysfakcji estetycznej, ani głoszeniu wzniosłych prawd. Ani to potrzebne, ani kosztowne. Sztuka szczęścia po prostu.Potknąć się o nią można także na mirskiej ziemi.
Jesteśmy właścicielami pewnego obiektu, który posiedliśmy wraz z domem...choć może zasadniej byłoby uznać, że on po prostu w naszym domu przebywa:
Przemieszkiwanie w pobliskim Gierczynie pozwoliło nam odkryć dwa kolejne majstersztyki. Wybitne skojarzenia zrealizowane w plenerze:
Jest jeszcze czwarta rzecz. Nieudokumentowana. Ale następna wizyta w Proszowej (a z Kłopotnicy to już na wyciągnięcie nogi) odbędzie się specjalnie w celu sfotografowania śniadania na trawie z Flipem i Flapem w rolach głównych.