Porządki idą nam świetnie. Babcia Słodzicji i Okrucha udziela nam oddziecięcych urlopów, a my powolutku popychamy sprzątnie wokół Oldboja. Odzyskaliśmy sporo ziemi. Okazało się, że rzucanie częściami domu po posesji (fachowcy rzucali, podczas gdy my, pełni wiary w ludzi, rzucaliśmy się w wir pracy) nie poskutkowało zniszczeniem wszelkiej roślinności. Ocalała borówka, porzeczka, winobluszcz,a nawet melisa. Udało nam się też w porę w miarę ukrócić chlustania betonem gdzie popadnie.

Mniej świetnie idzie nam szukanie wykonawców. Po ostatniej rozmowie o dachu postanowiliśmy znaleźć inne wyjście, odwrócić kota ogonem tak bardzo, by zaczął przypominać bociana. Jeżeli nasz plan się powiedzie, będzie to prawdziwy cud,a ponieważ te zdarzają nam się notorycznie, przystępujemy do działania, a dokładnie do zaniechania co bardziej spektakularnych działań, gdyż w tym roku nasz sezon budowlany, z powodu nieurodzaju fachowców i nowego, lepszego plany, chyba się zakończył.
I dobrze, bo wiadomo nie od dziś, że nie ma tego złego!