Arcyciekawa opowieść o nasze skromnej (nie)budowie jeszcze długo się nie
skończy. Przynajmniej nie w tym roku. Poza powodami prozaicznymi
(wiadomo, o co chodzi), są również takie całkiem ważne. Czas na
budowanie mamy do września. Później nie będziemy już mieli chwili na
takie, jak to się ładnie mówi, duperele. Tak przynajmniej wynika z
naszego skromnego, życiowego doświadczenia. A w cztery miesiące domu
nie postawimy i nie wykończymy, bo to, bo tamto i bo pośpiech jest naj,
najgorszym doradcą.
Póki co zafundowaliśmy sobie dwie warstwy papy klejone na gorąco. Kiedy nasz wykonawca skończy jakąś inną fuchę (czyli gdzieś w kwietniu lub maju), trzeba będzie dopracować trzy szczegóły

i można szaleć z zaprawą i cegłą. Nadprożami i filarami. Zbrojeniem i laniem betonu.