Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

czwartek, 28 lipca 2016

Potrzaskane i nieczytelne.

Nastój (jeżeli chodzi o (nie)budowanie) mamy taki, że gdybyśmy mieli być naprawdę szczerzy, musielibyśmy napisać o tym, jak to wszytko nam zarosło, postarzało się i zbrzydło. W innych okolicznościach dostrzeglibyśmy pewnie same plusy - bujna przyroda, niepękające w przyszłości -wobec osiadłych fundamentów - tynki, aż pół domu (plus to co pod ziemią) zrobione. Obecnie jednak cała zabawa tak nam zbrzydła, że zaczęliśmy się urządzać w Mirsku, a do Kłopotnicy zrobiło się nam jakoś tak... za daleko.

Jak tak można? Dwa miesiące bez odwiedzin u Staruszka?! W SEZONIE!? Okazało się, że można - i to bez żalu i tęsknoty.

Wykrzesaliśmy z siebie ostatnio jakąś resztkę zapału i postanowiliśmy uczynić jeden spektakularny krok, z nadzieją na poprawę feng shui (albo na uciszenie własnego sumienia).
Ładna i nowa TABLICA INFORMACYJNA, zastąpiła tę symbolizująca nasze aktualne nastawienie do budowy - potrzaskaną i nieczytelną.



Po raz kolejny przekonaliśmy się też, co jest na budowie najważniejsze (przyjemniej, jeżeli ma się potomstwo).
Najważniejszy na budowie jest samochód z dużym bagażnikiem.


środa, 18 maja 2016

Czasami dobrze nie wiedzieć...

Czasami dobrze nie wiedzieć, skąd nadano pismo, które czeka na nas na poznańskiej poczcie i nikomu go nie wydadzą. Dzwoni człowiek tu i tam, w końcu myśli - może Nadzór Budowlany? No bo któż inny może czegoś od nas chcieć.
No i pudło. Za to dowiedzieliśmy się, że nie musimy przedłużać pozwolenia na budowę, wystarczy, że kierownik coś tam gdzie napisze i już. Ekstra. (A skąd do nas piszą, nadal nie wiemy.)

poniedziałek, 2 maja 2016

Ciężka praca się opłaca.

Raz na jakiś czas  (ściślej rzecz ujmując raz na dwa-trzy lata) nasza ziemia obdarza nas wielką łaską i rzuca jakieś drobne w ramach wynagrodzenia za opiekę. Rzuca pojedynczo. Czasami taka moneta nie ma szansy przetrwać próby czasu i pozostaje tylko na zdjęciu. Czasami jednak znajdujemy coś, co sypie się nieco mniej. Wczoraj po raz trzeci (w ciągu 6 lat grzebania w ziemi) znaleźliśmy forsę. Jak zwykle - atak bogactwa nie był zmasowany. Nominały zawsze podobne...cóż,  może jaka praca, taka płaca?! Biały obiekt obok skarbu - jak na nasze niewprawne, dyletanckie oko - jest ceramicznym guziczkiem. Też fajnie.



P.s.Super doskonały pomysł sprzed tygodnia, po dogłębnej analizie, uznaliśmy za niewydarzony. Nie da się uniknąć (nie)budowy, obejść jej, ani nawet przeskoczyć. Trzeba się za nią brać. I tyle.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Świetnie. I mniej świetnie,

Porządki idą nam świetnie. Babcia Słodzicji i Okrucha udziela nam oddziecięcych urlopów, a my powolutku popychamy sprzątnie wokół Oldboja. Odzyskaliśmy sporo ziemi. Okazało się, że rzucanie częściami domu po posesji (fachowcy rzucali, podczas gdy my, pełni wiary w ludzi, rzucaliśmy się w wir pracy) nie poskutkowało zniszczeniem wszelkiej roślinności. Ocalała borówka, porzeczka, winobluszcz,a nawet melisa. Udało nam się też w porę w miarę ukrócić chlustania betonem gdzie popadnie.



Mniej świetnie idzie nam szukanie wykonawców. Po ostatniej rozmowie o dachu postanowiliśmy znaleźć inne wyjście, odwrócić kota ogonem tak bardzo, by zaczął przypominać bociana. Jeżeli nasz plan się powiedzie, będzie to prawdziwy cud,a ponieważ te zdarzają nam się notorycznie, przystępujemy do działania, a dokładnie do zaniechania co bardziej spektakularnych działań, gdyż w tym roku nasz sezon budowlany, z powodu nieurodzaju fachowców i nowego, lepszego plany, chyba się zakończył.

I dobrze, bo wiadomo nie od dziś, że nie ma tego złego!

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Dzieci-praca-Dom.

Przebywamy ostatnio (ostatnio, czyli od kiedy nieco poprawiła się pogoda) w nieustającym rozkroku między Dziećmi, pracą i Domem.


Nie da się ukryć, że na budowie raczej trzeba bywać, zwłaszcza, gdy pozwoliło się urządzić na niej co niektórym krajobraz po bitwie. Sprzątamy więc po... pracach rozbiórkowych(szalone tempo, minęły od nich już dwa albo trzy lata, kto by zliczył, idziemy jak burza, choć wygląda to raczej na kręcenie się w miejscu niczym tornado). Nie da się też ukryć, że własna praca ułatwia takie bywanie, będąc swoim własnym szefem można na przykład dogadać się ze sobą w sprawie w miarę elastycznego czasu pracy.

No to się dogadujemy.