Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szare drogi powiatu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szare drogi powiatu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

(zimny) prysznic pastora

Kiedyś znacznie częściej włóczyliśmy się po okolicy. Teraz, kiedy Mała Koza nie jest już taka mała, mamy zamiar wrócić do dawnych przyzwyczajeń.

Okazja ku temu nadarzyła się nam przednia - otóż marzenie sprzed lat  postanowiło się ziścić.
Nie wiemy sami, dlaczego tak często przeglądamy ogłoszenia o nieruchomościach, mamy przecież gdzie mieszkać, posiadamy także dolne pół domu z potencjałem, po co nam więcej?
Kiedy zobaczyliśmy, że na sprzedaż wystawiono PASTORÓWKĘ, zrewidowaliśmy naszą sytuację życiowo - ekonomiczną i czym prędzej uratowaliśmy ją od grzyba i zgnilizny, pieczołowicie  ją renowując i zamieniając na uroczy pensjonat, z małym regionalnym muzeum na parterze i piękną różą pnącą się po pergoli nad schodami wejściowymi.



Dzisiaj pojechaliśmy ją obejrzeć.

Nasze serca skradł prysznic pastora. Decyzję zostawiamy rozumowi.




czwartek, 29 marca 2012

Z poważaniem - według rozdzielnika.

Dzisiaj, przed ósmą, przyszedł pan i przeprosiwszy, że przyszedł(tak wcześnie), wręczył i kazał się podpisać.



Trzy papiery w jednej kopercie! O melioracji,o zarządach dróg i o zagrożeniu osuwaniem się mas ziemnych.

Wczoraj natomiast odbyliśmy wycieczkę krajoznawczą, celem której było podziwianie budynku Urzędu Skarbowego.(Ta szachowniczka, to liternictwo!)



Ukradkiem, w międzyczasie, rzuciliśmy okiem także na dom Sąsiada.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Przedwojenne SPA w rozsypce.

Gmina Mirsk inwestuje obecnie w pewną atrakcję turystyczną.



Kiedy minie się stanowiska archeologiczne, mające zamienić się w GEOPARK (dumnie widniejący już w materiałach promocyjnych czekających na zainteresowanych historią w mirskiej Informacji Turystycznej )oraz zabudowania Kotliny pozostające w jako-takiej całości, wpada się na SPA w rozsypce. (Por.:Kesselschloßbaude)















-------------------------------
Wieści z frontu.

Gigantyczna wiertarka na kołach, służąca do ustawiania na polach i wzdłuż dróg brzydkich rzeczy, wyżłobiła nam koleiny do składowania gruzu.



P.s.Sąsiadowi też się wichura nie przysłużyła...

niedziela, 25 grudnia 2011

Leśna. Żywe muzeum liternictwa.

Mamy wreszcie chwilę, by gdzieś się zapuścić. Nie napiszemy, że zapuścić się gdzieś dalej, bo co to za dalej, gdy wystarczy minąć Giebułtów i Świecie, na którego poboczach (naprzeciwko zamku) tkwią posegregowane kamienie i już po prawej mija się zakratowane wejście do sztolni, by za chwilę - przejeżdżając wzdłuż Kwisy - skręcić nagle ku położonemu na tyłach rynku parkingowi.















Ludzie, kupujcie bułki w Leśnej! Są skandalicznie drogie, wygląda jednak na to, że nie uległy transformacji wraz z całym krajem i nie poznały smaku polepszacza i spulchniacza.





sobota, 15 października 2011

Wygasłe wulkany i ciepło kaflowych pieców.

Pół roku gdzieś się nam zdążyło zawieruszyć, nim ponowiliśmy poszukiwania rząśnickiego (a właściwie, by być w zgodzie z mieszkańcami tegoż, kolonijnego) obejścia.

Możemy odnotować: 14.10.2011 - Rząśnik-Orzechowice.

Veni, vidi, Apfelwein.

Wizyty tego rodzaju są niezmiernie mobilizujące. Bez choćby jednego, zauważalnego gołym okiem, postępu długo nasze sumienia nie pociągną. Póki co pocieszamy się cudzym szczęściem.

Zdjęć nie ma - tak bardzo staraliśmy się nie zgubić ponownie w okolicach Wlenia, że zapomnieliśmy o spuście i migawce.

środa, 4 maja 2011

Zanim

spadł śnieg, zdążył jeszcze obrodzić rzepak.

Tak się sprytnie urządziliśmy, że do "innego miejsca wykonywania działalności gospodarczej" jeździmy sobie szosą wśród pól:




Poza tym - zacieramy ręce - kolejny Oddział Taniej Siły Roboczej ma pojawić się w piątek.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Motto ;)

Cegła to chleb. Cegła to dom. Cegła to raj na ziemi.

Eduard Kirchberger vel Karel Fabian

(cyt. za Gottland, Mariusz Szczygieł)

Zamiast zaangażować się w urzeczywistnianie tej formuły usiłowaliśmy wczoraj wleźć na Gajową (vel Sępią Górę).



A następnie, w drodze ku naszym włościom, skręciliśmy ku Kotlinie. Co za miejsce!

W sprawie remontu - wznawiamy akcję "dom". Akcja "obejście", wobec bujnej roślinności i zbliżającego się terminu otrzymania pozwolenia na budowę (w końcu to już teoretycznie tylko pół roku) zostaje zawieszona (no, prawie - jeszcze tylko teksańska masakra czarnego bzu wrastającego w dom i likwidacja starego płotu).

piątek, 25 marca 2011

Dowody zbrodni.


Nawojów Łużycki, 25.03.2011.

P.s.Jakoś nie trafiliśmy pod strzechę (sic!) ratusza w celu zrobienia sympatycznej awantury. Los warunków zabudowy pozostaje więc nieznany. W gruncie rzeczy za tydzień będzie można pogadać z samą Panią P.... a i morale jakieś takie niewydolne:
-Nie chce mi się dzisiaj...
-To chodź, będziemy palić gałęzie, to tak jakbyśmy nic nie robili, a jednak coś będziemy robić.
(Scena odbyła się wczoraj, w samochodzie zaparkowanym na...naszym własnym, kłopotnickim podjeździe.Po dwóch minutach milczącej debaty zrobiliśmy numerowi 8 "papa".)

Skoro jednak dzisiaj przybywa A., zwana także babcią Okrucha, plany na najbliższe dwa dni nie mogą być niewybujałe, nad-ambitne i przesadnie rozbuchane.
Wydaje nam się, że zakończymy wieloetapową operację "sprzątamy wnętrza"!

czwartek, 17 marca 2011

Sztuka szczęścia (Lwówek Śląski) i jeszcze jedna SZTUKA.

Wycieczki do urzędów cenimy sobie niepomiernie. Odbywamy je regularnie, bo a to to, a to tamto.
Czasem urząd właściwy jest w Mirsku, czasem w Jeleniej, czasem we Lwówku.
Wczoraj udaliśmy się do tego ostatniego, spotkaliśmy tam (tak jakby przypadkiem) jednego Śledzibowca, i jeden samochód (nie nasz) zapakowany naszym dobytkiem, a po drodze ujrzeliśmy ten oto sztandarowy przykład sztuki szczęścia:



Następnie pojechaliśmy obejrzeć inną SZTUKĘ, pojedynczą, w dodatku od wewnątrz.
Za to JAKĄ! Jesteśmy oszołomieni. Z dnia na dzień numer osiem okazał się (wobec salonów Śledziby) małą, wiejską chatynką*.


*Oczywiście nadal mamy zamiar pozostawać pod jego zgubnym wpływem, oddać mu ostatnie pieniądze i czcić jego dwustu-letniość.

środa, 8 grudnia 2010

Na granicy.

Sami nie potrafimy stwierdzić, czy to aura nas zwiodła, czy kajdany stereotypu. Po przekroczeniu Nysy świat wydał nam się prosty i piękny, dopracowany w każdym szczególe, zadbany i uporządkowany...


Wiwatując na cześć Schengen, pomknęliśmy do Niemiec.


Jak zwykle rzuciliśmy się do fotografowania drzwi.

,
Jak się okazało, ktoś też na to wpadł...


Nałykaliśmy się świątecznego klimatu.




I w tył zwrot, do ojczyzny.






Może ktoś był i wie - czy to złudzenie, że wracając z Görlitz do Zgorzelca, człowiek cofa się o jakieś dwadzieścia lat? A może to po prostu wina placu budowy, wieńczącego most na polskim brzegu rzeki?