Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kłopotnica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kłopotnica. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 sierpnia 2017

Ciesielski sierpień.

Miesiąc upływa Staruszkowi wśród wiórów i drzazg.
Trochę wiercimy (dachówkę, rzecz jasna), trochę sprzątamy (dom i okolicę), aż raz byliśmy w górach (sukces, to drugi raz w tym roku!), za to Panowie Od Dachu rzeźbią oraz nieustająco zadają nam pytanie - kto wymyślił te przekroje? Dowiedzieli się od konstruktora, że to nasz pomysł, choć my chcieliśmy tylko, żeby było tak, jak kiedyś, a nie grubiej. Cóż, przez lata fakty i wymiary mogą zatrzeć się w pamięci - pytanie tylko - czyjej? (Obejrzeliśmy ostatnio interesujący serial* o równoległych rzeczywistościach, czy - jak kto woli - solipsyzmie - był na tyle przekonywujący, że jesteśmy w stanie uwierzyć, że oba poglądy - nasz i konstruktorski - są prawdziwe...no, prawie.)

Nie czas jednak płakać nad rozlanym mlekiem.

Dzieje się, szczęśliwy dach nad głową jest coraz bliżej!






      


*The Affair

środa, 29 lutego 2012

Zasieki.

Robimy numerowi 8 być może ostatnie zimowe zdjęcia w jego dotychczasowej inkarnacji.



Zanim jednak nadejdzie czas rozbiórki, który miał zależeć głównie od stanu finansów, a zależy głównie od nie wiadomo czego, postanowiliśmy coś zrobić.

Za radą Przemka i zgodnie z własną intuicją, w ramach poprawiania sobie samopoczucia, stawiamy w tym sezonie remontowym na koparkę. Załatwi za nas (przynajmniej częściowo) liczne sprawy
-likwidację szamba, które mieści obecnie spore kępy traw i parasol ogrodowy(?!),
-likwidację tajemniczej hałdy (stawiamy na resztki z pieca) i przeniesienie jej zawartości do dziury po szambie,
-wyżłobienie płytkiego, prostokątnego krateru pod parking (kto był u nas wiosną, ten wie, że jedyne co można zrobić tam z samochodem, to sprawdzać czy nadaje się na amfibię),w którym umieścimy gruz zalegający obecnie na piętrze.


Posadzimy kwiatki.

Zadbamy o zaplecze kulinarne (sałata, poziomki...).

Zajmiemy się też ogrodzeniem (od frontu, poza murkiem, planujemy nasadzenie różowiejących latem zasiek* (zwą się rosa canina, czy jakoś tak).


Skonstruujemy szopę, w której przechowamy materiał porozbiórkowy.

Będziemy wytrwale ciułali na odbudowę!

I jeszcze grusza nam się marzy i ujarzmienie wichrów miotających domem.

No, to się rozentuzjazmowaliśmy.



--
*Drodzy Rabusie, nie znaczy to wcale, że nową taczkę, której nadal nie mamy, schowamy w obejściu licząc na skuteczność ogrodzenia.

czwartek, 22 grudnia 2011

Dziura w całym oraz brzydkie rzeczy.

Prawie trzy tygodnie numer 8 przestał bez odwiedzin.
Ściślej rzecz ujmując - bez naszych odwiedzin...

Kiedy nas nie było - na poddaszu hulał wiatr. Skutecznie.



Przed domem natomiast wyrosły nam brzydkie rzeczy, na których ustawienie osobiście podpisaliśmy zgodę, choć wcale ich nie chcieliśmy. Mieliśmy wybór między brakiem prądu a dewastacją krajobrazu.





Jakby to podsumować?
Może...nie ma tego złego!?

poniedziałek, 28 listopada 2011

Zniknął!

Chcieliśmy zaczerpnąć świeżego powietrza (mirskie wzbogacone jest wonią płonącego plastiku). Wygrzebaliśmy więc przerwę w pracy i zwizytowaliśmy włości.
Naszym oczom nie ukazało się nic nadzwyczajnego. Dwustuletni numer osiem raczył przetrwać nocną wichurę w stanie nienaruszonym.





Huragan zadowolił się najwyraźniej niechcianym wrakiem, który straszył sparciałymi oponami i stał o, o tutaj:



Był,a nie ma. Niewidzialnej ręce dziękujemy za pomoc.

P.s.Zdarzyło się nam coś jeszcze. Prosta i zaskakująca historia z cyklu "idzie człowiek do księgowej, a tam...dachówka". Na wiosnę będziemy mieli wymarzoną, siną karpiówkę z odzysku, taką, jaką pokryta jest część naszego dachu. Farciarze z nas.

wtorek, 5 kwietnia 2011

Grom z jasnego nieba, czyli dobra wiadomość.

Siedzi człowiek tak jakby w pracy, patrzy, a za oknem pogoda taka remontowa...ale siedzi dalej.
Aż tu przypadkiem mu się zalogowało na prywatne konto mejlowe. Fanfary otrąbiły nową wiadomość. Od W., który zupełnie przy okazji przesłał nam dwa bardzo smakowite linki.
Taki i taki.



Aż trudno nam było odnaleźć numer 8 wśród tej gęstej zabudowy...

To wszystkie komunikaty na dziś. W końcu jesteśmy w pracy.

sobota, 26 lutego 2011

Szersze kręgi.

Centrum Wszechświata jest oczywiście Kłopotnica (cóż z tego, że jednocześnie diabeł mówi tam dobranoc). Na pagórku, więc sporo można dostrzec, na pograniczu, więc wszędzie blisko (chociaż nawet spożywczego brak).
Wszyscy mają rodzinę w Kłopotnicy (a mieszka tam niecałe pięćdziesiąt osób), a jeżeli akurat ktoś nie ma, to tam był, wpadł samochodem do rowu, zna połowę wsi lub historie o połowie wsi, albo przynajmniej często przejeżdża.
Nie ma więc nic dziwnego w tym, że numer 8 zmusił nas do rzucenia wszystkiego i przywlókł z całym majdanem na Dolny Śląsk. Na początku wpadaliśmy na kilka dni. Później osiedliśmy (po epizodzie jeleniogórskim) w Mirsku, a infrastruktura gospodarcza Mirska pcha nas ku Gryfowowi.
Póki w murach numeru 8 świszcze wiatr i trzaska mróz, na rozgrzewkę - mini remont w niejakim Uboczu. Uprzedzamy, będą zdjęcia. Fabryki wśród pól z pewnością okażą się niezmiernie fotogeniczne. Niech no tylko palce przestaną przymarzać do spustu migawki.

czwartek, 6 stycznia 2011

Pytania egzystencjalne, czyli jakie stężenie coca-coli w organizmie jest niezbędne, żeby nie zwariować na wieść o odwilży.

Tak sobie gramy w Carcassonne i słuchamy. Za oknem wieje, w radio wieszczą odwilż, a my staramy się myśleć o tych rozszerzeniach gry, które nabyliśmy w celu wyposażenia naszego prywatnego domu kultury w atrakcje turystyczne.

Obiecany mejl z resztkami koncepcji nie nadszedł.
Rok temu w ogóle nie braliśmy pod uwagę projektu. Ten dodatkowy, wielotysięczny wydatek spadł na nas w lutym. Od tamtej pory chyba nic nie robi już na nas wrażenia. W ciągu roku wściekłość i rozczarowanie na wieść o kolejnych remonciarskich atrakcjach stopniowo przestały występować. Zostało nam już tylko "aha", wypowiadane z lekkim powątpiewaniem i silne przeświadczenie o tym, że ironia losu nam sprzyja, a każdy zakręt wiedzie ku coraz dłuższym odcinkom prostej(czasem tylko wypada utknąć w zaspie, tak dla przyzwoitości, żeby utrzymać narodowy standard wielbiciela porażek).

Z refleksji natury ogólnej nasuwa się nam też na myśl przedziwny objaw rewitalizacji numeru 8 - totalny brak zainteresowania wystrojem wnętrz. Jedyne, co przyszło nam do głowy w tej sprawie, to użycie belek z naszego drogiego szachulca do budowy mebli (gdyby się nie nadawały do wspierania konstrukcji). Jakoś trzeba było osłodzić sobie wiadomość o koniecznej rozbiórce.
No dobra, jeszcze jedno - duży stół - do gry w Carcassone z rozszerzeniami, oczywiście.

Żeby uzupełnić powyższy bałagan, zdjęcia z zupełnie z innej beczki, czyli sposób nr dwa na remonciarską depresję - bieganie po Kłopotnicy i podziwianie jej uroków, żeby sobie udowodnić, że się jest jak najbardziej rozsądnym, no bo jak można nie mieszkać w takim miejscu, no jak?






I jeszcze o śniegu - stopnieje nam we wnętrzach, nie ma się co czarować.
Tylko co z tego, skoro podłogi zasmakowały jakiejś pleśni po tym, jak przez kilkadziesiąt lat wątpliwa jakość dachu nikogo nie wzruszała?

Dobra wiadomość w sprawie odwilży jest taka, że nic nie szkodzi, bo:


Projekt przewiduje dokonanie gruntownej sanacji budynku, co wiąże się z koniecznością wykonania następujących prac:

-Częściowa i całkowita rozbiórka niektórych ścian,
-Całkowita rozbiórka pokrycia dachowego,
-Całkowita rozbiórka drewnianych stropów,
-Częściowa wymiana innych elementów konstrukcyjnych ścian i więźby dachowej,
-Całkowity demontaż okien i drzwi,
-Wykonanie nowych ścian wewnętrznych murowanych
[...]
-Osuszenie i odgrzybienie odsłoniętych murowanych ścian przez okres miesięcy wiosennych i letnich



Prawa do powyższego tekstu posiada D., architekt, a lista robót sanacyjnych jest oczywiście dużo dłuższa.

Za to będziemy mieli 79,17 m2 powierzchni użytkowej w naszym kłopotnickim mieszkanku - cóż za awans społeczny!

sobota, 18 grudnia 2010

Po sezonie. Migawki z minionego lata.

Wcale nie tęsknimy.
Zima jest piękna.
Ale lato w Kłopotnicy też niczego sobie, a że lipcowy kłus przez niezliczone urzędy nie dostarczał nam nadmiaru czasu, zaległości zdjęciowe możemy nadrobić teraz.
Nawet wówczas nie myśleliśmy, że do końca roku osiądziemy na (mniej lub bardziej) stałe niecały kwadrans od naszej zdezelowanej posiadłości...








sobota, 10 lipca 2010

Antyreklama

Zabraliśmy się wreszcie za zgłębienie drugiego wiekopomnego dzieła pióra Daniela Kaldera. Osiągnąwszy stronę piątą (z ponad pięciuset)-czytanie idzie powoli, gdyż zachciało nam się zakładać firmę, żeby mieszkać bliżej domu i nie mamy czasu nawet na Daniela Kaldera- przeczytaliśmy na niej definicję naszego burzliwego żywota.
Okazało się, że "na tych, którzy nie godzą się na kompromis, a przeciwnie, dręczeni przez demony odczuwają przymus spełniania wszystkich zachcianek swej rozdygotanej kreatywności" czyhają trudne wybory. Nie musimy się jednak martwić, oto nasz mistrz przeprowadzi na kolejnych stronicach "analizę mrocznych głębin ludzkiej duszy, potęgi wyobraźni i trudnych wyborów", których to życiowy limit wyczerpaliśmy zresztą w zeszłym tygodniu.

Na cześć wszystkich antyturystów (i w celu namówienia tychże do odwiedzenia Kłopotnicy, która co prawda Kałmucją albo Udmurcją nie jest, ale ma w sobie coś z klimatu tych miejsc, w których nie dzieje się nic, a dźwięk młotka wbijającego gwoździe, zagłuszany przez kopalnianą flotę samochodów ciężarowych, jest wydarzeniem co najmniej doniosłym) i ku zachowaniu w naszej pamięci kopalni, która stanie się kiedyś zrekultywowaną ostoją dzikiej zwierzyny, rączych łani i uroczo świergolących piskląt rzadkiego ptactwa, trochę kłopotnickiego industrialu.




wtorek, 11 maja 2010

Poniższe rewelacje

pochodzą z albumu Z biegiem Kwisy (link w naszym "Niezbędniku"). Kilka zdjęć,majowych i pochmurnych, z naszych zbiorów, które robią się, o zgrozo, coraz obszerniejsze.

Kłopotnica

Niewielka wieś o rozproszonej zabudowie, położona na wschodnich zboczach wzgórza Wygorzel (530 m) na Przedgórzu Rębiszowskim na wysokości 440–490 m n.p.m. Nazwa wsi nawiązuje do przedwojennej nazwy niemieckiej (niem. Neusorge – nowy kłopot). Najstarsza zachowana wzmianka o niej pochodzi z 1618 r. Kłopotnica powstała w obrębie dóbr klasztoru benedyktynek z Lubomierza jako kolonia Grudzy. Jak w całej okolicy, także tutaj ludność zajmowała się dawniej tkactwem chałupniczym. Po jego upadku w XIX w. zaczęła się wyludniać. Z ok. 160 mieszkańców w początkach XIX w. sto lat później pozostało ok. 110. W latach 1945–1947 Kłopotnicę nazywano Kłopotnem. Powierzchnia gruntów wsi Kłopotnica wynosi 200 ha. W 2008 r. wieś liczyła 45 mieszkańców. W ostatnich kilkunastu latach wieś nabrała charakteru letniskowego, wykorzystując piękne położenie i wspaniałe widoki, dzięki czemu ubytek ludności charakterystyczny dla wielu okolicznych miejscowości nie jest tu prawie zauważalny.

W centralnej części fotografii - nasze cudo:


Jedna z licznych kłopotnickich kapliczek:


W tle "Góra Kamienista"...kopalnia po prostu:


Urocze domostwa (ostatnie zabudowania stoją przy drodze do fenomenalnej Proszowej):




Tu kiedyś stał dom. Takich miejsc w Kłopotnicy jest kilka:

środa, 17 marca 2010

Kopalnia

Kiedy mknie się do Kłopotnicy przez Grudzę panorama po lewej znaczona jest wyrobiskami:



a kilka metrów dalej widać już tory, którymi wywozi się urobek z kopalni (Osobówki też jeżdżą, ale nie zatrzymują się, bo i po co? Dla kilkunastu zamieszkałych gospodarstw?) :



Wreszcie doczekać się można świętoandrzejowego krzyża i widoku drogi biegnącej przez wieś: