Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka szczęścia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka szczęścia. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 lipca 2017

Sztuka szczęścia. (Drugi koniec Polski)

Musieliśmy zrobić sobie przerwę od gapienia się na płyty wiórowe.
Pomknęliśmy wzdłuż granicy na północ, co zaowocowało spotkaniem z prawdziwą sztuką!



Wystarczy kilkaset kilometrów samochodem, by CAŁY świat stanął przed człowiekiem otworem. W jednym miejscu.

sobota, 23 maja 2015

poniedziałek, 14 lipca 2014

Gdy się człowiek spieszy...

Gdy się człowiek spieszy, to później nie wiadomo o co chodzi.
Taki początek relacji mógłby zwiastować katastrofę, jednak jak zwykle się nam upiekło.
Dzisiaj znowu nie laliśmy betonu. Kierownikowi za to udało się nie odebrać zbrojenia fundamentów, które w wyniku pośpiechu i braku zastosowania zasady ograniczonego zaufania...jakby to ująć...występuje na zbyt małej powierzchni.
Innymi słowy - dom wyszedłby za mały, ups, a te piękne, przygotowane w pocie czoła i trudnych warunkach atmosferycznych szalunki i zbrojenia trzeba...



...rozebrać i przesunąć.
Na szczęście częściowo.
Na szczęście mamy czas.
Na szczęście padało i zamiast zalać to to wspaniałym i trwałym betonem B25 czy czymś w tym stylu, doczekaliśmy się kierownika, który wziął i nas uratował.

Obyło się bez awantury, co uważamy za wielki, budowlany sukces.

A wczoraj byliśmy szukać sztuki szczęścia we Lwówku.
No i znaleźliśmy. Tym razem coś z rejonów turpizmu.



Po raz pierwszy od daaawna przyuważyliśmy też wśród straganowego blichtru coś świeżego.
Nabyliśmy Oldbojowi prezent - będzie jak znalazł, gdy Numer 8 wróci już do siebie.





poniedziałek, 16 lipca 2012

niedziela, 13 maja 2012

Zagraniczna sztuka szczęscia.

Na początku miesiąca wydawało nam się, że droga do Jizerki jest już otwarta, zapakowaliśmy więc ciocię I. wraz z wujkiem C. do samochodu, zignorowaliśmy znak informujący wprost i dosadnie o tym, że do Harrahova nie da się tędy jeszcze dojechać i pojechaliśmy ... pooglądać śnieg w maju.

Wracając ujrzeliśmy wyrywające serce z piersi wspomnienie dzieciństwa, pokaz dekarskiego kunsztu, Godzillę zachodniosłowiańskiego południa...?

Sami nie wiemy, co właściwie zobaczyliśmy, zamieszczamy więc zdjęcie.


poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Sztuka szczęścia - Bogatynia.

Jak przystało na opiekunów ex-przysłupowego domu, udaliśmy się do Mekki entuzjastów budowli tego rodzaju.

Jak zwykle mieliśmy szczęście do sztuki!


środa, 23 marca 2011

Sztuka szczęścia - Mirsk.

Widoki.
W końcu ile dni z rzędu można zbierać gałęzie i flaszki, odnajdywać ślady włamań i załamywać ręce (czytaj: zakasywać rękawy) nad wszechobecnym eternitem?


Klasyczny, powszechny przykład sztuki szczęścia



czai się w sąsiedztwie cmentarza, na rozdrożu z widokiem na Giebułtów



wieżę ciśnień,która ma stać się punktem widokowym




oraz panoramę miasteczka z zamkiem Gryf wychylającym się zza "dachów Paryża" w okolicy ruin kościoła.

.

czwartek, 17 marca 2011

Sztuka szczęścia (Lwówek Śląski) i jeszcze jedna SZTUKA.

Wycieczki do urzędów cenimy sobie niepomiernie. Odbywamy je regularnie, bo a to to, a to tamto.
Czasem urząd właściwy jest w Mirsku, czasem w Jeleniej, czasem we Lwówku.
Wczoraj udaliśmy się do tego ostatniego, spotkaliśmy tam (tak jakby przypadkiem) jednego Śledzibowca, i jeden samochód (nie nasz) zapakowany naszym dobytkiem, a po drodze ujrzeliśmy ten oto sztandarowy przykład sztuki szczęścia:



Następnie pojechaliśmy obejrzeć inną SZTUKĘ, pojedynczą, w dodatku od wewnątrz.
Za to JAKĄ! Jesteśmy oszołomieni. Z dnia na dzień numer osiem okazał się (wobec salonów Śledziby) małą, wiejską chatynką*.


*Oczywiście nadal mamy zamiar pozostawać pod jego zgubnym wpływem, oddać mu ostatnie pieniądze i czcić jego dwustu-letniość.

czwartek, 26 sierpnia 2010

Sztuka szczęścia - Cieplice







Między wizytą stada staszkowych Cioć a zabawą w podpisywanie jakichś tam umówi w sprawie jakichś tam mieszkań, a konkretnie jednego, zabraliśmy wyżej wymienione (ciotki, nie mieszkania) na przechadzkę po Cieplicach.

Sztuka szczęścia czai się wszędzie!

środa, 7 lipca 2010

Sztuka szczęścia - Mirsk

Idzie sobie człowiek (a w zasadzie trzech ludzi, z których jeden mówiąc ściślej jedzie, a nawet jest wieziony), niczego się nie spodziewa...



...aż tu nagle TAKA SZTUKA SZCZĘŚCIA!




poniedziałek, 7 czerwca 2010

czwartek, 6 maja 2010

Sztuka szczęścia

Abraham Moles raczył tak podsumować tytułem swej pracy pewne artefakty. Rzeczy po prostu. Dzieła nie służące ani pompowaniu satysfakcji estetycznej, ani głoszeniu wzniosłych prawd. Ani to potrzebne, ani kosztowne. Sztuka szczęścia po prostu.Potknąć się o nią można także na mirskiej ziemi.

Jesteśmy właścicielami pewnego obiektu, który posiedliśmy wraz z domem...choć może zasadniej byłoby uznać, że on po prostu w naszym domu przebywa:



Przemieszkiwanie w pobliskim Gierczynie pozwoliło nam odkryć dwa kolejne majstersztyki. Wybitne skojarzenia zrealizowane w plenerze:










Jest jeszcze czwarta rzecz. Nieudokumentowana. Ale następna wizyta w Proszowej (a z Kłopotnicy to już na wyciągnięcie nogi) odbędzie się specjalnie w celu sfotografowania śniadania na trawie z Flipem i Flapem w rolach głównych.