Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia numeru 8. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia numeru 8. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 marca 2012

Forsa! Forsa!

Forsa przebywała na dnie nowego rowu.

Numer 8 miał powstać na początku XIX wieku - dwadzieścia lat młodszy od 1/48 talara, a jak się trzyma! W przeciwieństwie do monety.



A woda, niewzruszona wiekopomną chwilą, ciurka wartkim strumieniem.

wtorek, 5 kwietnia 2011

Grom z jasnego nieba, czyli dobra wiadomość.

Siedzi człowiek tak jakby w pracy, patrzy, a za oknem pogoda taka remontowa...ale siedzi dalej.
Aż tu przypadkiem mu się zalogowało na prywatne konto mejlowe. Fanfary otrąbiły nową wiadomość. Od W., który zupełnie przy okazji przesłał nam dwa bardzo smakowite linki.
Taki i taki.



Aż trudno nam było odnaleźć numer 8 wśród tej gęstej zabudowy...

To wszystkie komunikaty na dziś. W końcu jesteśmy w pracy.

niedziela, 6 marca 2011

Inskrypcja.

Wszyscy w swoich remontowanych obejściach mają jakieś autografy cieśli, inicjały fundatora.
A my? No cóż, przede wszystkim mamy monstrualny bałagan. (Jest takie słowo na "s", które nieco dokładniej ilustruje układ i stan przedmiotów znajdujących się w obrębie działki 20/5 z posadowionym na niej siedliskiem, pozostaniemy jednak przy eufemistycznym bałaganie, ze względu na szacunek dla ewentualnych czytelników i dbanie o własne dobre samopoczucie).

Są takie dni, kiedy Okruch z zapałem uczestniczy w pracach porządkowych. Są też takie, które wypełnia (poza odgłosem szurających w drodze na stertę śmieci gabarytów) skandowanie tytułów bajek w okruszym narzeczu oraz nieustanne pragnienie buszowania po okolicach zakazanych (czytaj - pobliże studni, pobliże wielkiego dołu po piwniczce lub szambie, wypełnionego aktualnie skutymi lodem śmieciami, wnętrza domu zamieszkałe przez grzyby i dyndające kable). Wówczas siły sprawcze dzielą się przez dwa i połowa z nas ogląda pieski, kotki i krówki na podwórku sąsiadów, a druga robi coś. To znaczy COŚ. Czyli zbliża się wielkimi krokami do prac rozbiórkowych (na ogół, od kiedy wyeliminowaliśmy kropidlaka z sieni i kuchni oraz dokonaliśmy odsłonięcia szachulcowych belek w części wnętrz na piętrze - celem przywrócenia wentylacji* w domu, zbiera śmieci).

Wczoraj właśnie był jeden z takich dni, kiedy po półgodzinnej współpracy Potomka z nami nastąpił czas apeli o Charliego i Lolę, Świat Elmo, Strażaka Sama i Świnkę Peppę. Połowa z nas w celu obłaskawienia Stanisława udała się więc ku kotkom, pieskom i krówkom, druga sprawdziła, czy trudno będzie zbić, zmurszały jak się okazało, tynk ze elewacji od strony szosy. Nie było trudno. Ale za to jak interesująco! Na tynku bowiem widniała inskrypcja (czas przeszły jest uzasadniony faktem, że rozstaliśmy się z tą historyczną pamiątką, roztrzaskując ją w drobny mak). Jak mogliśmy ją wcześniej przeoczyć?



Udało nam się odczytać jedynie datę (ściślej rzecz ujmując rok)...urodzin jednego z nas.


*Numer 8 nadawałby się do zilustrowania podręcznika o tym, jak udusić stary dom. Po pierwsze należy zamontować plastikowe okna, a pozostałe otwory okienne uszczelnić grubą folią. Po drugie należy podwórze obłożyć płachtami gumy, albo zalać betonem, po trzecie trzeba koniecznie nigdy nie usuwać starej farby olejnej, tylko kłaść kolejne warstwy na te zniszczone, wieloletnie... no i oczywiście trzeba zaniedbać rów, to podstawa, żeby duszenie dobrze komponowało się z podtapianiem. W żadnym razie nie można też zapomnieć o nadmiarze linoleum!

P.s. Wczoraj obfitowało też w inne, nie mniej ekscytujące epizody. Robiliśmy na przykład coś takiego:



Ten temat jeszcze powróci, kiedy dokonamy dzieła. A imię jego (czyli dzieła, przyp. red.) - Rozbiórka Betonowej Polewy Podwórka.

czwartek, 3 marca 2011

Dobre strony niecnych czynów.

Jak zwykle, nie ma tego złego.
Płot co prawda leżał, odsłaniając wielce niemajestatyczną, czyli wstrętną po prostu, górę śmieci. I prawie nie mielibyśmy się z czego cieszyć (poza połowicznym zwycięstwem nad rabusiami). Ale... na łące aka pastwisku spoczywała ona (znaczy się - laska):



Trudno powiedzieć, skąd się wzięła pośród rzeczy bardziej i jeszcze bardziej odrażających.
W każdym razie wielkie dzięki o losie, żeś nam ją rzucił do stóp.

No i co? Znowu nie bardzo możemy narzekać ;)


-----

A teraz refleksja - co ona tam w ogóle robiła? Dlaczego nowi (to jest powojenni) właściciele się jej nie pozbyli? Ani jedni, ani drudzy, ani ani? (Chyba w sumie ze cztery różne rodziny zamieszkiwały nr 8 po 1945 roku).

Nie trafiła na naszą stertę śmieci ze strychu (bo go nie ma), ani z piwnicy (bo jej też nie ma), a nawet nie z jakiejś komórki czy składziku(bo tam porządki zaczęli włamywacze przed kilkoma dniami).

Po co ludzie przetrzymywali pamiątkowe rupiecie turystyczne po (tak zwanych) Niemcach?

środa, 19 stycznia 2011

Masz wiadomość.

I to jaką!

Napisała do nas M., której babcia mieszkała w numerze 8 przed laty.
Dziękujemy za mejla z nieukrywaną nadzieją na poznanie kilku faktów z życia Staruszka.

:)

wtorek, 1 czerwca 2010

Kultura czy natura?

Kultura!

Odpowiedź staje się prosta, gdy trzeba wybrać - drzewo czy dom?

Szybko zmienia się człowiekowi perspektywa - od roztkliwiania się nad każdym źdźbłem do zażyłej przyjaźni ze szpadlem, sekatorem i spółką.


Poza wyżynaniem wrastającego w zachodnią ścianę drzewostanu nadal kopaliśmy rów.
Zastał nas przy tym sąsiad B., opowiedział, że w tym domu mieszkała jego ciotka, a potem taki jeden no i poprzedni właściciele. I że zawsze była tam wilgoć. (Chyba wiemy dlaczego. Od dwóch dni dom elegancko schnie.)

Dowiedzieliśmy się też, że numer 7, którego już nie ma, kupiono na zlecenie kogoś zza zachodniej granicy. Na miejscu dwustuletnich zabudowań stanąć mają podobno...domki letniskowe. Czy coś.



Nie pozostaje nam nic innego, jak gromko i rozpaczliwie zawyć: nieeeeeeeeeeeeeeee!

piątek, 5 marca 2010

Skarb.

Podobno z poniemieckich domów wysypuje się złoto i stare fotografie.
Przezornie więc, acz przypadkiem, nie obarczyliśmy poprzednich właścicieli wywozem pozostawionych przez nich przedmiotów. I o ile wałkowane tu w nieskończoność pokaźne resztki żywności i obszerna kolekcja mebli na wysoki połysk są dla nas źródłem rozpaczy i strat, o tyle jeden mały detal w zupełności rekompensuje konieczność opróżniania domu z rzeczy mniej lub bardziej niepotrzebnych.

Na inne skarby nie liczymy. Zięć Panów Starszych (a w zasadzie jednego Pana Starszego), od których kupiliśmy dom, przeszukał obejście pod kątem poprzesiedleńczych zdobyczy wszerz i wzdłuż. Z żalem orzekł, że nic nie znalazł. Wyznał jednak (zapytany przez pośrednika P.), że wykrywacza metalu w poszukiwaniach nie zastosował.

P.s.Szczerze mówiąc, te kilka wałków nie pozostało bez wpływu na decyzję o zaangażowaniu się w ten cały bałagan.

czwartek, 17 września 2009

Kłopotnica

Przeszukujemy Sieć.
Udało nam się znaleźć kilka kolejnych zdjęć domu. Wygląda na to, że pochodzi on z początku XIX wieku (wynika to z dokumentu o przestrzenny zagospodarowaniu terenu gminy). Może da się go wpisać do rejestru zabytków? Dałoby to szanse na dotacje - nadal nie wiemy, skąd pozyskamy środki na remont, a każde spojrzenie na fotografie domu utwierdza nas w przekonaniu, że na uzupełnieniach i wymianach upłynie nam kilka dobrych lat (o ile znajdziemy na ulicy trochę pieniędzy, w przeciwny razie będzie to lat kilkanaście).
Czytamy też o zmaganiach mieszkańców z kamieniołomem. Chyba powinno nas to zniechęcić. Hałas dochodzący z wyrobiska i ciężarówki z urobkiem mknące przez wieś niewątpliwie nie należą do walorów turystycznych. Liczymy jednak na szybkie wyczerpanie się złóż, rekultywację terenu i cud w gminie i powiecie... Trudno też znaleźć aktualne informacje z linii frontu. Ostatnie pochodzą sprzed dwóch lat.
Żyjemy więc nadzieją, że przez dwa lata sporo się zmieniło i już jutro jedziemy zakochać się w domu nr 8.