Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.
Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.
piątek, 13 czerwca 2014
czwartek, 12 czerwca 2014
Duże Dziury, albo Dziury przez duże "D".
Mamy je. Dziury. Duże Dziury.
(Co prawda wszędzie podchodzi i przelewa się woda, ale nie taki
diabeł straszny - wszak wszystko da się zrobić, tak deklaruje W.,
wykonawca i jest w tym bardzo przekonujący.).Więc - mamy je. Dziury. Jeszcze nie wszystkie, ale całkiem niemało. I wreszcie trafiło do naszej świadomości, kiedy tak gapiliśmy się w te powstające wykopy, jaką landarę sobie fundujemy.
Regularność wykopu (czyli - "o popatrz, prawie mamy dom") sprawiła, że zaczęliśmy wizualizować sobie parapetówkę.

P.s.A teraz - przyznać się - kto nas szukał w pracy?
środa, 11 czerwca 2014
Fundamenty.
Wczorajszy dzień miał dwóch bohaterów.
D, architekt ♥
W., wykonawca ♥
Obecnie zajmują nas myśli o wykopie pod fundamenty, który się robi oraz na skraju którego stoi stara lipa i czeka.
Liczymy na jej cierpliwość i brak opadów i porywistych wiatrów.

Mamy też antybohatera.
Pozdrawiamy energetykę, czyli firmę T., stojącą (nie po raz pierwszy) tyłem do klienta.
I powtarzamy, dla wzmocnienia efektu:
D, architekt ♥
W., wykonawca ♥
wtorek, 10 czerwca 2014
Yes, yes, yes!
Dobra wizualizacja nie jest zła.
Za trzy godziny widzimy się z D., architektem.
Nasza radość z tego powodu jest nieposkromiona, gdyż rzeczywista sytuacja, jak to na ogół bywa, różni się nieco od naszych wieloletnich domniemań i założeń, a lista rzeczy do ogarnięcia nagle zaczęła wykraczać daleko poza to kuchenne okno, co go nie ma.


Ponieważ na to dzieło nieznanego autora, tudzież przypadku,(nie nasze, ale występujące na naszym terenie, a jakże), już ktoś doniósł, w wyniku czego nie obędzie się bez mrożącej krew w żyłach wizycie w energetyce...cieszcie się z nami tym radosnym przedsięwzięciem myśli inzynieryjnej.

niedziela, 8 czerwca 2014
O trudzie. I o wizualizacji.
Geodeci wytyczyli fundamenty pod atrapę stodoły.
M., zwany niegdyś Panem X., tchnął w nas nadzieję na okno w kuchni.
(D., architekt, tak jakby nie spotkał się z nami. Czymże jednak byłaby ta opowieść bez jego w niej absencji?)
Sąsiad, ten od krów, zagadał.
Koparka posprzątała.
Woda zeszła z działki.
A Pan M., wykonawca, opowiedział nam o trudzie i wizualizacji.
Otóż - anonimowi dla nas - ludzie, którzy "tymi ręcami" budują nasz dom, musieli przebrać zasoby, które pozostały po pracach rozbiórkowych.
Nie było to ani miłe, ani łatwe.
Pan M., wykonawca, pokazał im więc projekt oraz opowiedział historyjkę tej treści:
***
Idzie sobie człowiek i widzi, że jakiś gość zbiera kamienie.
-Co robisz?- pyta.
- Zbieram kamienie.
Idzie dalej, a tu - następny człowiek zbiera kamienie.
-Co robisz? - pyta zbierającego.
-Zbieram kamienie, bo będę budował fundament.
Podczas dalszej drogi wędrujący spotyka kolejnego zbierającego kamienie.
Znów pada pytanie:
-Co robisz?
-Buduję katedrę!
***
Dobre, nie? :)

Subskrybuj:
Posty (Atom)

