Świeradów Zdrój
Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.
Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.
niedziela, 30 marca 2014
piątek, 28 marca 2014
Po uszy w papierach.
Czas płynie nieubłaganie. Wśród zupełnie nie naszych kóz, bardzo ważnych przejażdżek do Jeleniej po spienione PCV, godzin spędzanych przed komputerem na tak niepomiernie bezsensownych czynnościach, że aż szkoda pisać.Nie płynie natomiast już na dzwonieniu do D., architekta, w celu nabycia od niego drogą kupna dwóch dodatkowych kopii projektu, gdyż po jego entuzjastycznej reakcji nastąpiło...tradycyjne nieodbieranie telefonu przez wiele, wiele kolejnych dni.
Jak zwykle okazało się, że na układy nie ma rady i po znajomości ksero A3 się znajdzie (dziękujemy), żeby jakoś te papierowe płachty skopiować. Dla M., kierownika i dla W.&R., wykonawców, którzy pełni zaanagazowania chcą sobie w domowym zaciszu pokontemplować i zaplanować naszą nie-budowę. Obietnice D., architekta, bez (jak się okazało i co nas jakoś niekoniecznie zaskoczyło - pokrycia) sprawiają, że wizja sielankowej budowy wśród uśmiechów, kompromisów i ogólnej kultury osobistej ziści się w nieco mniej wyidealizowanej wersji.
Zatem - sortujemy i usiłujemy się nie pomylić.

Na ogarnięcie domu przed budową został nam jakiś miesiąc. Oo.
Dobrze, że karnawał (nieco) ucichł.
Jak zwykle okazało się, że na układy nie ma rady i po znajomości ksero A3 się znajdzie (dziękujemy), żeby jakoś te papierowe płachty skopiować. Dla M., kierownika i dla W.&R., wykonawców, którzy pełni zaanagazowania chcą sobie w domowym zaciszu pokontemplować i zaplanować naszą nie-budowę. Obietnice D., architekta, bez (jak się okazało i co nas jakoś niekoniecznie zaskoczyło - pokrycia) sprawiają, że wizja sielankowej budowy wśród uśmiechów, kompromisów i ogólnej kultury osobistej ziści się w nieco mniej wyidealizowanej wersji.
Zatem - sortujemy i usiłujemy się nie pomylić.
Na ogarnięcie domu przed budową został nam jakiś miesiąc. Oo.
Dobrze, że karnawał (nieco) ucichł.
środa, 26 marca 2014
poniedziałek, 24 marca 2014
niedziela, 23 marca 2014
O wytrwałości nagrodzonej sukcesem.
Od pewnego czasu (będą już ze cztery lata) usiłujemy zobaczyć krokusy w Górzyńcu.
Trzecie podejście zaowocowało sukcesem i toną kamieni zebranych przez Okrucha.

Są? Są! W imponującej ilości.
I w pełnej krasie.
***
Z kolei wieczorem doświadczyliśmy wielopokoleniowego, plenerowego obserwowanie załamywania się pogody. W Przecznicy.
Na zdjęciu reprezentantka najmłodszego pokolenia, (nie nasza) wnuczka Oliwka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









