Jedzie sobie człowiek spokojnie do hurtowni jednej i drugiej, mijając po drodze do wielkiego miasta swój przyszły dom i co widzi? Nie ma furtki! Dziwi się trochę, ale musi załatwić księgowych, policzyć się z hurtownikami i zrobić skok na pocztę, więc postanawia, że zatrzyma się w drodze powrotnej.
No i co? Czaimy się na tym naszym pastwisku, podchodzimy bliżej i jest! Jest ... furtka.
Leży horyzontalnie u naszych stóp wyjęta z zawiasów.
Poza tym nie dzieje się nic.
Można by pomyśleć, że to dzięki odezwie do rzezimieszków, ale jeszcze jej nie wyprodukowaliśmy.
P.s.Żeby wszystko było jasne - ta furtka zamknięta jest na drut, zarzucany na nią i płot jednocześnie. Wystawianie jej z zawiasów ... no cóż. Chyba na wielokropku poprzestaniemy... .