czyli gwoli wyjaśnienia.
Ktoś słusznie lub nie, w oparciu o swoje doświadczenia, skomentował nasz poprzedni,kolejny przeprowadzkowy, wpis.
"
Nie wiem ile lat ma wasze dziecko, ale i tak mu serdecznie współczuję. Jako córka wojskowego przeprowadzałam się kilkakrotnie - od 3 roku życia. Koszmar. Tylko, że dla mojego ojca to była konieczność. "
Piszemy tu o domu, poza tym o domu, a nawet, jeśli nie o domu, to i tak wszystko zmierza ku niemu. Może to wyglądać tak, jakbyśmy po trupach szli do celu, a nasze myśli od rana do wieczora zaprzątał nie kto inny, jak nr 8. To prawda! Ale nie do końca.
To po prostu jest blog o domu.
Wbrew pozorom nieustająco myślimy też o naszym synku.
Staszek ma dziś dziewiętnaście miesięcy. Przeprowadzał się już dwa razy, czekają go jeszcze dwa.
Chcieliśmy osiąść tu, w pobliżu naszego docelowego miejsca zamieszkania, zanim pójdzie do przedszkola, zawrze znajomości i przyjaźnie, żeby nie wyrywać go z korzeniami i nie zmuszać do rozluźniania zbudowanych więzi.
Cała afera z domem jest pochodną
nadrzędnej idei bycia razem. Pracowania razem. Wychowywania dziecka razem (a nie wieczorem po pracy). Przeprowadzka na Dolny Śląsk zaowocowała powstaniem rodzinnego zakładu pracy, wcześniej niż myśleliśmy, czyli przed ukończeniem remontu, dzięki czemu Okruch ma nas oboje na wyciągnięcie ręki i w równych dawkach.
Kolejne przenosiny sprawią, że nasze dziecko będzie miało swój pokój, w którym będzie mogło rysować po ścianach, będzie miało blisko na plac zabaw, którego tu, gdzie teraz mieszkamy, brakuje. Będzie blisko miejsca, gdzie w przyszłości zamieszkamy, dzięki czemu zawarte przezeń znajomości nie będą musiały odchodzić w niepamięć.
Dla nas bycie razem to konieczność, warta każdej przeprowadzki.