Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

czwartek, 1 czerwca 2017

Dzieje się.


Jak co roku (poza wyjątkami podyktowanymi przychodzeniem na świat dzieci) z okazji DODP udaliśmy się do Śledziby, gdzie, jak widać, A. i R. rozegrały, przy współudziale niezmordowanych ojców, swój pierwszy sparing.



Mieliśmy też przelotną okazję poznać właścicieli pewnych krów.
(Nie zapominamy o Roxi, skoro to pies morderca- strach się narażać i nie wspomnieć. Roxi też tam była!)

***
Budowa nabrała tempa. (Choć za momencik znów na chwilkę przystopuje w oczekiwaniu na ekipę od dachu.)
Jako entuzjaści wszelkich imprez, musimy już powoli zastanawiać się nad wiechą.














Jest spora szansa na to, że nasz nowy Staruszek powróci do swej dawnej kondycji jeszcze zanim dzieciaki dorosną.




niedziela, 28 maja 2017

Już są! (Schody i widoki.)


Prawie trzy miesiące materializowały się schody.
Powstały wysiłkiem dwóch ekip, przy niezaprzeczalnym współudziale dobrej ostatnio pogody.



Możemy teraz sobie na nie wejść.



Przy okazji podlewania schodów podziwiamy widoki i podniebny skład budowlany.



Generalnie - wszyscy są zadowoleni.
Niektórzy nawet mogliby narzekać na nadmiar szczęścia!


wtorek, 23 maja 2017

Najpiękniejszy zapach na świecie.


Sprawy ruszyły naprzód.

Zaginiony w akcji K. nadal przebywa gdzieś u zachodnich sąsiadów (albo zgubił tam telefon), wraz z wiedzą na temat miejsca pobytu naszego drogocennego projektu budowlanego (wobec tego został nam już tylko jeden jedyny egzemplarz), powrócił za to pan A. z ekipą i wygląda na to, że machnie wszystko w kilka dni.

Wąchaliśmy wczoraj zalążek stropu, teraz nic nie pachnie nam piękniej niż płyta wiórowa.
Zachwyciłaby nas prawdopodobnie także woń pustaków ceramicznych, gdyby jakieś dało się kupić od ręki, ale w tej chwili nie jest to takie proste, chyba, że się wygrało w Totka.

W każdym razie jest postęp (widoczny), posadziliśmy także pomidorki koktajlowe i mamy wielką nadzieję, że kolejny sezon ogródkowy dane nam będzie spędzić bliżej naszych mizernych upraw, co powinno w pozytywny sposób wpłynąć na ich kondycję.

***

Pustaki się jednak znalazły.
Mamy sufit.
Mamy 25 ton piasku.
Mamy 2/3 potrzebnej nam dachówki rozbiórkowej (siłą rzeczy i dziełem przypadku powróciliśmy na dobrą drogę, porzuciwszy myśli o karpiówce-nówce, w kierunku której pchała nas rezygnacja i dobre rady oraz brak starych gąsiorów w odpowiednim kolorze, który okazał się mrzonką, bo i gąsiory się znalazły).




















Mamy niezły humor.
Mamy ogrodowego węża, który sprawi, że wywiercona niedawno studnia stanie się poręczna i użyteczna.
Mamy też na tyle rozsądku, żeby przejść do porządku dziennego nad niemożliwością urządzenia styczniowych urodzin Okruchowi w domu w pełni przystosowanym do takich akcji.
Na dodatek zaraz będziemy mieli ciasto z kłopotnickim rabarbarem, które zjemy w towarzystwie naszych wolimierskich znajomych, a wiadomo nie od dziś, że spożywanie ciasta w grupie korzystnie wpływa na sylwetkę, znowu więc będziemy szczupli i młodzi - hurrra!

Kłopotnicki rabarbar, jedyny dorodny obywatel naszej działki.

































czwartek, 11 maja 2017

Telefon zaufania.


Użyliśmy ostatniej deski remontowego ratunku. W telefonie zaufania poinformowano nas, że pojawianie się i znikanie (tych samych!) ekip remontowych jest zupełnie naturalne.
Jeżeli chodzi o fachowców , przerobiliśmy już między innymi*: nadmierne docenianie swojej pracy, wciskanie niepotrzebnych materiałów budowlanych, marnowanie i niszczenie dającego się odzyskać materiału, wiarę we własne umiejętności niepopartą (przemilczanym) żadnym doświadczeniem, nieumiejętność odczytywania wymiarów z projektu, zwalanie odpowiedzialności za zakup właściwych materiałów na budowlanych analfabetów (popularnie zwanych "inwestorami").
Pojawianie się i znikanie jednak spotkało nas po raz pierwszy.
***
INFORMACJA dla FACHOWCÓW
Ludzie, wystarczy zadzwonić i się dogadać!
***
Żeby nie zmarnować życia, nie poświęcamy go nadmiernie budowaniu.
Pochłania nas pieczenie chleba oraz kurs pszczelarski, terminami skutecznie kolidujący z czasem, który moglibyśmy poświęcić na własnoręczne postawienie domu.
Przesiadujemy u T. (który był tak dobry i pomógł nam ułożyć kilkadziesiąt kubików drewna (czytaj: "więźbę"), żeby nie zgniło) i oglądamy stare teledyski.
Jemy także dużo chrupek kukurydzianych, które umożliwiają nam, uwielbiane przez nas, włóczenie się po okolicy z Potomstwem.


*To ujemne minusy, są też minusy neutralne, a także - zaskakująco często, plusy neutralne i dodatnie, ale tym razem, pogrążeni w zgryzocie i niedowierzaniu, dostrzegamy jednak mniej, niż więcej.
Następna karta pamiętniczka będzie już wesoła - Cudownie Odnalezieni wrócą i skończą, co zaczęli, a jak pogoda dopisze, zaczną kolejni. Przyjedzie stara karpióweczka, z gąsiorkami, użyjemy wody z naszej nowej, bardzo głębinowej studni, a może nawet uporządkujemy księżycowy krajobraz w obejściu.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Jeszcze nie sufit.


W kilka słonecznych chwil powstały zalążki stropu.
Gdyby pogoda była łaskawsza, moglibyśmy już dzisiaj stworzyć krótkie fotostory o tym, jak strop stał się sufitem i jak murowanie ściany tak-jakby-kolankowej dobiega końca. Moglibyśmy też wreszcie nacieszyć się realizacją koncepcji podłużnych okien, które będą występować w tejże ścianie.Są jednak rzeczy, na które nie ma się wpływu.



Lecimy też (oczywiście za pośrednictwem przytomnego K., wykonawcy) z pierwszymi poprawkami.
W zasadzie to powód do radości, o ileż niekorzystniej byłoby robić to po położeniu posadzki!