Czasami rzeczy, miejsca i ludzie są zupełnie inni, niż się wydają. Ale banał, co nie?
Na
szczęście często, a nawet na ogół, jest o wiele ciekawiej, milej i
bardziej ekstremalnie (atrakcyjniej) niż by się człowiek spodziewał. (Zaryzykowalibyśmy
nawet stwierdzenie, że zawsze, ale jakoś nasza skłonność do ryzyka nie
obejmuje szafowania takimi mocnymi słowami. No, może RACZEJ nie
obejmuje.)
Yyy...
Po tym przydługim, ambitnym i refleksyjnym wstępie (który
wbrew pozorom zupełnie jednoznacznie podsumowuje miniony tydzień pełen radości i rozczarowań, i- znowu - radości)
przejdziemy możne do sedna, czyli zwyczajnej, pamiętnikowej relacji.
***
Każdy
przyzwoity posiadacz rudery przegląda chyba ogłoszenia o
nieruchomościach.
Nie każdy? No, to może przynajmniej większość.
Też to
robimy.
Ciągle. Nieustająco. Wytrwale. Zupełnie po nic.
Zdarza
się, że takie ogłoszenie pchnie nas w stronę snucia planów, o których
raczej wiemy, że nie zostaną zrealizowane. No ale co nam szkodzi? Co nam
szkodzi skoczyć do nieczynnej już niestety szkoły i przyjrzeć się jej
życzliwym okiem?
Dostrzec rzeczy, które nie śniły się filozofom.
Przyjąć do wiadomości kilka objawionych prawd.
A następnie udać się do Gajówki, która swoim klimatem rozłoży całe (no, może za wyjątkiem pięcioletniej T.) towarzystwo na łopatki.
Czasami, kiedy nie wiadomo, o chodzi, po prostu nie wiadomo, o chodzi.
***
Poza tym spędziliśmy sporo czasu z mnóstwem życzliwych nam osób, które załatwiły nam bardzo atrakcyjne zakupy, podjęły wraz z nami jakąś taką nihilistyczną refleksję remontową, zjadły pizzę po ekstremalnym powitaniu wiosny w przedszkolu i wykończyły nas skrajnie intensywnym weekendem.
O Ludzie!