Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

wtorek, 26 lutego 2013

Zasadnicze pytanie.

 Ponieważ postanowiliśmy w tym roku  w sprawie niebudowy nie robić nic (poza, rzecz jasna, prowadzeniem eksperymentalnych upraw, które w dniu wielkiego otwarcia, czytaj: parapetówki, będą już całkiem imponującym ogrodem),

coraz częściej rozmawiamy o domu.

W zaistniałych (aczkolwiek odchodzących już w niepamięć) okolicznościach przyrody
 pojawiła się pewna wątpliwość...
(Uwaga! Miłe naszym sercom Lobby Skansenowe ma szansę na zyskanie doskonałego argumentu.)
Jak, no jak odśnieża się okna połaciowe?

niedziela, 3 lutego 2013

Ostatnie tchnienie zimy.


Za moment będzie już można odtrąbić początek sezonu remontowego.


Przebiśniegi są? Są! Są też potężne kiełki tulipanów i innych wiechci.
(A w ramach niedotrzymywania postanowień noworocznych pojawiają się nawet myśli o rozbieraniu stodoły w celu pozyskania kamienia na ogrodzenie.)

Wczorajszy rekonesans (pierwszą wizytę na włościach od połowy grudnia) zakończyliśmy na herbatce u K. i M., a tam - A., któremu, można powiedzieć - od lat - machaliśmy w geście pozdrowienia, gdy przemykał szosą przy której stoją nasze domostwa.

Czasami tak bywa.
Człowiek jedzie szukać przebiśniegów, a znajduje...sołtysa.



P.s.W tak zwanym międzyczasie zdarzyło nam się też kilka innych, dobrych rzeczy.Między innymi wiadomość od przyszłych kłopotnickich sąsiadów, których jeszcze nie znamy i tajemnicza przesyłka od Czesława, którego zdecydowanie powinniśmy poznać.

niedziela, 20 stycznia 2013

Nie piszemy (czyli AAA dam pracę).


To, że nie piszemy, oznacza same dobre rzeczy. Oznacza pracę. Dużo pracy. Tak dużo pracy, że nie mamy kiedy pomyśleć o pisaniu.
"Dużo pracy" przekłada się bezpośrednio na termin rozpoczęcia prac remontowych. (Wbrew pozorom wcale nie na jego odsuwanie w czasie!)

"Dużo pracy" oznacza także poszukiwania. Poszukiwania kogoś na potencjalny etat poprzedzony krótkim stażem w celu przekonania się czy i wyedukowania co taka osoba chciałaby i miałaby robić oraz krótkim trzema ćwierciami etatu, w celu rozwinięcia źródła utrzymania dla tejże osoby. Szacujemy, że etat pojawi się w kwietniu. W zarządzie występuje pewien dysonans - idealiści uważają, że w obliczu pooonad dwudziestoprocentowego bezrobocia w powiecie rzesze chętnych będą waliły drzwiami, oknami i przez komin. Reszta uważa, że Ci, którzy mieli walić drzwiami i oknami już u nas pracują. Można ich policzyć na palcach jednej ręki - dokładnie na jednym palcu. W dyskusjach pojawia się też problem doskonałości pracownika. Pierwszy, znaleziony przez Anetę, jest tak dobry, że trudno nam uwierzyć, iż znajdzie się drugi taki.

Podsumowując - mamy tyle pracy, że nie piszemy i że możemy się nią podzielić.

Oferujemy, po opisanym wyżej okresie próbnym, normalną umowę o pracę na czas określony, która w normalnym czasie przekształci się najpewniej (o ile koniunktura pozwoli,a nic nie wskazuje na to, że miałaby mieć jakieś kaprysy) w normalną umowę o pracę na czas nieokreślony.
Można się u nas nauczyć obsługi kilku fajnych maszyn, nie bać się o jutro, objąć posadę raczej niestresującą.

Wymagamy bycia miłym, niepalącym, uczciwym, chętnym do wykonywania powierzonych czynności oraz - mniej więcej raz na trzy miesiące - pomocy we wniesieniu kilku ciężkich rzeczy po schodach.
Całej reszty można się nauczyć.

To co, są jacyś chętni?


P.s.Byli u nas E., R. i N. - może się zmobilizują i zaczną pisać, bo mają o czym!

piątek, 4 stycznia 2013

Postanowienie noworoczne.

Z minionego miesiąca mamy prawie wyłącznie zdjęcia z twarzą, których, zgodnie z przyjętą przez nas konwencją, nie zaprezentujmy.

Jest na nich całkiem sporo ludzi, tych, których poznaliśmy tutaj i tych, którzy sprawili nam ogromną przyjemność fatygującą się na pogawędkę w jesiennych okolicznościach mirskiej przyrody i architektury.

Z niektórymi odwiedzaliśmy bożonarodzeniowe jarmarki, z innymi spędzaliśmy świąteczne wieczory, ze wszystkimi rozmawialiśmy o domu lub domach.

Pod wpływem tych rozmów, a także, a może przede wszystkim, innych czynników, zakotwiczonych bezpośrednio w naszej codzienności, nabraliśmy przekonania, że w remontowej awangardzie raczej nie będziemy.

Podjęliśmy, bez cienia wątpliwości i zupełnie swobodnie, decyzję o niewszczynaniu większych działań remontowo-budowlanych w rozpoczynającym się roku.

Po dwuletniej szarży na oślep, którą nazwać można również stawianiem pierwszych kroków w prowadzeniu firmy, udało nam się jako-tako zorganizować i odzyskać dużą ilość czasu wolnego. Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, że Potomek, który nie pamięta już nawet naszego jeleniogórskiego epizodu, a w niegdysiejsze mieszkanie w Poznaniu wierzy nam na słowo, posiadł sporą ilość umiejętności właściwych czterolatkom, które w połączeniu z jego niezmordowanym entuzjazmem dodatkowo ułatwiają nam życie.

Jesteśmy niezmiernie szczęśliwi, że nie wdepnęliśmy w remont w ciągu minionych trzech lat i święcie przekonani, że jeszcze trochę musimy z tym poczekać.

Wygląda na to, że jeszcze długa droga przed nami.


Czyż jednak nie chodzi o to, by gonić króliczka?



środa, 5 grudnia 2012

Wracając do tematu, czyli nie taki konserwator straszny.

O wiek się nie pyta.

Kiedy jednak w tej czy innej rozmowie padało pytanie o stan techniczny numeru osiem, podrzucaliśmy informację o metryce naszego dwustulatka, by zatrzeć nieco wrażenie nędzy i rozpaczy, i skierować myśli interlokutora na (ściśle rzecz ujmując - nieco naciąganą) zabytkowość numeru 8.

- A KON-SER-WA-TOR? - padało w odpowiedzi.

My na to, że dom w rejestrze nie jest, więc raczej nie tego.

A jednak, tego, tego!
Co by o D., architekcie, nie mówić, zna się na rzeczy i wie, kiedy i do kogo musi napisać.
(Z resztą, od kiedy mamy pozwolenie w rękach, uważamy go za odpowiednią osobę na odpowiednim stanowisku i niniejszym oraz oficjalnie zapominamy mu wszelkie potknięcia, gdyż jak wiadomo nie ma tego złego.)

Co prawda ewidencja to nie rejestr, ale i w naszym przypadku imć K. wystosować odpowiednie pismo musiał, gdyż budynek jest ujęty i podlega.

Sięgnijmy więc do szuflady:


Pod względem konserwatorskim opiniujemy pozytywnie Projekt budowlany z sierpnia 2011r. (wiemy, wiemy,data w oczy kole...-przyp. red.) wykonanie przebudowy z rozbudową budynku mieszkalno - gospodarczego na mieszkalny z pokojami gościnnymi nr 8 w Kłopotnicy pod warunkiem  maksymalnego zachowania historycznego charakteru budynku, detalu, materiałów konstrukcyjnych i wykończeniowych.
W związku z powyższym proponujemy zachować w elewacji północnej w przyziemiu istniejącą ścianę kamienną. Zastosowane podziały okien na kwatery wykonać jako pełnoplastyczne na zewnątrz - niedopuszczalne są podziały międzyszybowe. Zachować kamienne opaski lub ceglane opaski okien i drzwi. Zachować historyczną szerokość zewnętrznych profili drewnianych tzw. muru pruskiego /zastosować zdrowe drewno z odzysku/.


Nieco bardziej szczegółowo sprawa została nam wyjaśniona w warunkach zabudowy:

-nieprzekraczalna linia zabudowy - 8,0 m od drogi powiatowej,
-maksymalny wskaźnik zabudowy(stosunek wielkości powierzchni zabudowy do wielkości działki) - 0,15;
-szerokość elewacji frontowej - do 10,0 m od strony drogi powiatowej,
-wysokość kalenicy - do 10,0 m...
Poza kątem nachylenia dachu i układem kalenicy, które to nie podlegają zmianie w w przypadku omawinej rozbudowy, przebudowy i zmiany sposobu użytkowania, dodatkowo zakazano nam stosowania kolorów jaskrawych nakazując jednocześnie wykorzystanie naturalnych materiałów okładzinowych i takiegoż pokrycia dachowego (tynk, drewno, ceramika, kamień).

Jak widać, prawo w Polsce w miarę przyzwoicie i bez zbędnego zadęcia praz niepraktycznego uporu chroni interesy różnych takich niewybitnych dwustulatków, nie uprzykrzając jednocześnie zanadto życia tak zwanym (ha, ha) "inwestorom".

Skąd więc biorą się jaskrawe domy z nieadekwatnym kontem nachylenia dachu?
Na to pytanie odpowiedź zna każdy.


Ogłoszenia parafialne.
---
Oto masz, Sąsiedzie, odpowiedź na pytanie, które padło w uroczych okolicznościach łomnickigo ordnungu w ubiegłą sobotę - jak widać konserwator kocha nas i pozdrawia.
---
Dziękujemy za wyróżnienia ogromnie lubianym przez nas Rezydentkom domów: tego niebieskiego i tego w Jot.
---
Gdyby ktoś jeszcze nie zauważył - dołączył do nas Max. Idźcie i czytajcie.
A Ty,  Maxie - idź i pisz!