Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Z końca świata nie tak łatwo wyjechać.

Przynajmniej, jeżeli korzysta się z usług PKP.
Do Mirska od dawna nie dojeżdżają już pociągi. Chociaż oddolna inicjatywa polsko-czeska, reaktywowania kolei izerskiej, istnieje i ma się dobrze. Inna sprawa, że Polacy, w razie niemocy finansowej, dla swego odcinka żelaznej drogi alternatywę widzą w ścieżce rowerowej.Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Lepsze to, niż nic. Szklanka jest zawsze do połowy pełna...?!

W każdym razie brak połączeń kolejowych ze stolicą naszej gminy ma też dobre strony - co rusz odwiedzamy kolejne dworce, to z okazji czyjegoś przyjazdu, to znów w celu pomachania komuś na do widzenia.


czwartek, 17 lutego 2011

Od drzwi do drzwi.

Bezpośrednio w sprawie numeru 8 nie dzieje się właściwie nic.
Pośrednio - jak najbardziej. Nadal błąkamy się od drzwi do drzwi, zwiedzamy ratusze i dawne szpitale w całym powiecie, a niebawem czeka nas nawet mrożąca krew w żyłach wycieczka do Urzędu Celnego.












Zdarzają się nam wypadki miłe i bardzo miłe. Urzędnicy przynoszą nam pod drzwi mirskiego mieszkanka postanowienie o naliczeniu podatku dla numeru 8, radni wspierają naszą działalność gospodarczą (której motorem powstania i celem ostatecznym jest renowacja, a właściwie reanimacja domu) siłą mięśni i rozeznaniem w rynku lokali gospodarczych.
(Ta wielość to taki środek stylistyczny był, hiperbola czy inna metonimia, oczywiście Urzędniczka i Radny wystąpili w rzeczywistości w liczbie pojedynczej. W każdym razie jesteśmy im bardzo, bardzo wdzięczni.)

czwartek, 10 lutego 2011

Cud mniemany, czyli historii samonaprawy dachu ciąg dalszy.

Znowu bez aparatu, korzystając z przyjaznej aury umożliwiającej nie tylko podziwianie zrekonstruowanego dachu, ale także, a może przede wszystkim, dojazd do numeru 8, zastaliśmy pokrycie zdecydowanie opanowane. Nie błąkało się po okolicy, tylko dostojnie tkwiło tam, gdzie jego miejsce.

Autor zajścia, po wykonanym przez nas telefonie, stał się znany - to K., dekarz cudotwórca, który poproszony wieki temu o naprawę był we Francji, a jak wrócił, poczekał na odpowiednie okoliczności przyrody i czym prędzej załatał, przybił i poprawił, co było trzeba.

Teraz możemy czekać na pozwolenie choćby do kolejnej zimy! (Odpukać.)

wtorek, 1 lutego 2011