Dziennik (nie)budowy, czyli rzecz o tym, jak się zmienia perspektywa, kiedy życiem człowieka rządzić zaczyna dwustuletni dom.

Wszystkie występujące w tej historii postacie są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo osób, zdarzeń i miejsc-czysto przypadkowe.

wtorek, 14 grudnia 2010

Jeśli się zawali... (odpukać).

Myśl o gruzowisku, które zastaniemy podczas kolejnej wizyty u naszego drogiego Oldboja towarzyszy nam za każdym razem, kiedy krążownik czołga się pod górkę od strony Grudzy, lub podjeżdża na wysokość obejścia sołtysa, od Rębiszowa, skąd dom widać na tyle dobrze, by z ulgą stwierdzić -"żyje!". Myśl o rozsypce jest wydumana. Na wyrost. Przesadzona. Nierealna. Wolimy ją jednak mieć w zanadrzu.
Często, za często, mijamy staruszków podobnych do tego, który zawładnął naszym życiem. Chylą się ku upadkowi porzuceni, z osmolonymi więźbami i niewielkimi ubytkami w murach. Ale jest w tych ruinach coś dziarskiego. Nie tak łatwo jest zębiskom czasu zeżreć stary dom.

Gdyby jednak ... (odpukać).

To zbudujemy nr 8 od nowa. Przemyśleliśmy sprawę (w jakieś trzy minuty) To dla nas żadem problem.

P.s. w sprawie ochrony konserwatorskiej.
O ile się orientujemy, budynki są obejmowane ochroną w jakimś tajemniczym związku z planem zagospodarowania, który wyprodukować musi gmina. Nasza oczywiście go nie ma. Więc - relaks.

(Nie ukrywamy, że z rozpaczą patrzeliśmy na kolejne stadia rozbiórki sąsiedniego nr 7, który był cudowny. Gdyby fakt istnienia planu, a co za tym idzie, potencjalnej ochrony, mógł go uratować, z radością utknęlibyśmy wśród papierów w sprawie naszego domu.)


P.p.s.Do wyjaśnienia pozostaje jeszcze kwestia D, architekta.
Gdybyśmy nie chcieli, żeby to jednak on pomógł nam reanimować nr 8, znaleźlibyśmy kogoś innego. Jednak wszystkie jego wątpliwości i ostateczne podjęcie się sprawy daje nam pewność, że zrobi to porządnie (pominiemy dosadnym i głośnym milczeniem fakt, że jest on również nadzorcą budowlanym, co daje mu pewnie jakieś wyobrażenie o sytuacji). Obawiać powinniśmy się raczej kogoś bezkrytycznego, porywającego się na Staruszka z nadmiernym entuzjazmem.
Jeśli kiedyś rozmyśli się ze współpracy z nami...znajdziemy innego. To dla nas żaden problem.


niedziela, 12 grudnia 2010

Brak rozsądku.

Ciekawe, czy ten przyjemny nierozsądek, prowadzący zawsze ku dobremu, ma się wiecznie z tyłu głowy już przed podjęciem Tej Decyzji, czy nabywa się go w pakiecie, wraz z Domem?

(Nie jesteśmy już w stanie przypomnieć sobie, jak to było "przed".)

środa, 8 grudnia 2010

Na granicy.

Sami nie potrafimy stwierdzić, czy to aura nas zwiodła, czy kajdany stereotypu. Po przekroczeniu Nysy świat wydał nam się prosty i piękny, dopracowany w każdym szczególe, zadbany i uporządkowany...


Wiwatując na cześć Schengen, pomknęliśmy do Niemiec.


Jak zwykle rzuciliśmy się do fotografowania drzwi.

,
Jak się okazało, ktoś też na to wpadł...


Nałykaliśmy się świątecznego klimatu.




I w tył zwrot, do ojczyzny.






Może ktoś był i wie - czy to złudzenie, że wracając z Görlitz do Zgorzelca, człowiek cofa się o jakieś dwadzieścia lat? A może to po prostu wina placu budowy, wieńczącego most na polskim brzegu rzeki?

niedziela, 5 grudnia 2010

Śnieg jest bardzo fotogeniczny, czyli cała reszta wczorajszego dnia.

Furmankę porzuciliśmy na podwórzu sąsiada (a w zasadzie jego krów, bo w tym domu mieszkają głównie krowy, a poza nimi jedynie pokaźne stado kotów i pies) i udaliśmy się dooobrych kilka metrów na wschód, by odkopać swój podjazd, skrzętnie zasypany przez naturę i pług.



Stan, rzecz jasna, też odśnieżał.



Wykopaliśmy zatoczkę dla samochodu, ale dom okopał się daleko od szosy...




Sterta śmieci postanowiła sprawić nam przyjemność i zaczaić się w malowniczej zaspie.



Cała reszta, również bardzo malownicza, skłania do snucia marzeń o tym, jak ten sam krajobraz podziwiać będziemy z nieco innej perspektywy (jako mieszkańcy nr 8).








P.s.Coś nas podkusiło, żeby tej papy na dach nie kłaść. I dobrze zrobiliśmy, wilgoć odparowała. Teraz wypadałoby się tam jednak wczołgać. Ośnieżony dziurawy dach robi bardzo przygnębiające wrażenie.

Tunel już mamy:



Jeszcze tylko papiaki, drabina i nieco samozaparcia...