Często, za często, mijamy staruszków podobnych do tego, który zawładnął naszym życiem. Chylą się ku upadkowi porzuceni, z osmolonymi więźbami i niewielkimi ubytkami w murach. Ale jest w tych ruinach coś dziarskiego. Nie tak łatwo jest zębiskom czasu zeżreć stary dom.
Gdyby jednak ... (odpukać).
To zbudujemy nr 8 od nowa. Przemyśleliśmy sprawę (w jakieś trzy minuty) To dla nas żadem problem.
P.s. w sprawie ochrony konserwatorskiej.
O ile się orientujemy, budynki są obejmowane ochroną w jakimś tajemniczym związku z planem zagospodarowania, który wyprodukować musi gmina. Nasza oczywiście go nie ma. Więc - relaks.
(Nie ukrywamy, że z rozpaczą patrzeliśmy na kolejne stadia rozbiórki sąsiedniego nr 7, który był cudowny. Gdyby fakt istnienia planu, a co za tym idzie, potencjalnej ochrony, mógł go uratować, z radością utknęlibyśmy wśród papierów w sprawie naszego domu.)
P.p.s.Do wyjaśnienia pozostaje jeszcze kwestia D, architekta.
Gdybyśmy nie chcieli, żeby to jednak on pomógł nam reanimować nr 8, znaleźlibyśmy kogoś innego. Jednak wszystkie jego wątpliwości i ostateczne podjęcie się sprawy daje nam pewność, że zrobi to porządnie (pominiemy dosadnym i głośnym milczeniem fakt, że jest on również nadzorcą budowlanym, co daje mu pewnie jakieś wyobrażenie o sytuacji). Obawiać powinniśmy się raczej kogoś bezkrytycznego, porywającego się na Staruszka z nadmiernym entuzjazmem.
Jeśli kiedyś rozmyśli się ze współpracy z nami...znajdziemy innego. To dla nas żaden problem.





















